I Jurajskie Mrozy

Olkusz-Golczowice-Ryczów-Rodaki-Klucze-Olkusz

Czyli dwóch wśród nocnej ciszy w (prawie) najdłuższą i (nieomal) najmroźniejszą noc w roku. Solidnie opatuleni, ruszyliśmy z Konradem ze Słowików tuż po 22.  Mróz trzymał, choć, ku mojemu sporemu rozczarowaniu, wydawał się jakoś mniejszy niż noc wcześniej (myśleliśmy, że jest poniżej 10, ale rano okazało się, że przed ósmą jest 13 na minusie, więc spokojnie było 15. Chyba). Nocne przemierzanie Jury. Szybko do Jaroszowca, do Golczowic, do Ryczowa, trochę gubienia szlaku w rejonie Ruskich Gór, dalej na Żelazko i Rodaki. Przez pola do Chechła, skrajem pustyni Błędowskiej do Klucz, gdzie spore zdziwienie, bo w niedzielę o 6 rano duży ruch na drodze i otwarty sklep spożywczy. Asfaltem przez Klucze i potem już jak strzelił na Rabsztyn. Ciemno. O 6.30 rano ciemno tak samo jak o 2 w nocy. Monotonnie i transowo. Od Golczowic śnieg. Grube płaty śmigały dookoła, a potem skrzyły się i skrzypiały pod nogami. W tej scenerii nawet asfalty zrobiły się bardziej przyjazne – pokryły się grubą warstwą amortyzującego białego.


I Jurajskie Mrozy w skrócie:

Całkowity dystans:
45,13 km
Średnia prędkość:
4,6 km/h
Całkowity czas:
9:48 h
Czas postoju:
0:31 h
Przewyższenia:+489,9/-502 m
Pogoda:Mróz, ale bez przesady. od północy śnieg z różnym natężeniem.
Sprzęt:
Asicsy Moriko II gtx, spodnie Salewy, koszulka termo HM z dlugim, polar, kominiarka Lafumy. Plecak: Raidlight 20l z kieszenią z przodu. Jedzenie: Zabrałem do Sigga gorącą wodę z sokiem. Sprawdza się, ale ustnik trzeba nieść w kieszeni, żeby nie zamarzł. Herbata od Konrada, sam zabrałem termos 1/2l, nawet nie ruszyłem. bułka, trzy albo cztery konradowe kabanosy, pół ww, dwa sezamki.

I Jurajskie mrozy na mapie: