Trawers południowy

Olkusz-Bukowno-Niesułowice-Zawada-Zederman-Kosmolów-Olkusz

Tydzień temu nie wyszło nic z pracy w terenie, bo ziemię skuła skorupa lodu, po której chodzić nie dało się ani szybko, ani przyjemnie. No to teraz. Ogarnęła mnie nieprzeparta chęć, żeby zajrzeć w te strony, co to miałem przez nie wracać dwa tygodnie temu, ale skróciłem akcję w Gorenicach. Zabrałem rakiety nie wiedząc, czego mogę spodziewać się w terenie, zwłaszcza w drugiej części, w krainie niekończących się pól. Okazało się, że śnieg zalega wszędzie w ilościach perfidnych i wyrachowanych. Za mało na rakiety, ale na tyle dużo, żeby na nieprzetartych kawałkach można się było umęczyć zdrowo. Z drugiej strony, duża część trasy przejechana, i nawet błogosławiłem pod nosem quadowców, którzy szaleją bez przerwy po okolicy.

Wyruszyłem z wolna, trochę po ósmej rano. Przemaszerowałem przez Olkusz, a że nie byłem tu lata całe, to było i trochę radochy – czułem się jak turysta, który odwiedza nowe miejsce. I nawet ośrodek sportów wszelakich na Czarnej Górze zrobił na mnie korzystne wrażenie. Dość szybko na Mazaniec, a potem w las. Spodziewałem się w sumie nudów na trasie do Bukowna, ale szybko przeleciało.

W Bukownie chwila zadumy nad stawem miejskim, a potem trochę błądzenia w postindustrialnym krajobrazie, między wielkimi, zmrożonymi i zaszronionymi na tą okazję słupami wysokiego napięcia. Trochę na przysłowiową pałę, bo mapy nie chciało mi się wyciągać, trafiłem na drogę żuradzką, gdzie śniadanko, jacyś myśliwi i dalej szlus jak strzelił, na wschód.

Potem znowu kawałek błądzenia w jakichś krzakach przez Niesułowicami, bo niby szlak rowerowy, ale go nie ma. W Niesułowicach przez asfalt i dalej konsekwentnie na wschód. Minąłem skrót prowadzący przez pola do domu, jakoś nie kusił,  bo ciągle szedłem na świeżaka i mało mi było. Ale na odcinku od skrzyżowania dróg na końcu Osieka pod Zawadę zmogło mnie w końcu, w lesie na skraju Zawady postój, jedzonko i dobrze, że z tym nie czekałem, bo potem atmosfera piknikowa wśród pól byłaby o wiele trudniej osiągalna.

Las się na Zawadzie skończył i dobrze, bo już nudnawo i odmiana jakaś mile widziana. W polach inne klimaty, surowo i arktycznie, choć dużo ścieżek i dróg i tak przejeżdżonych i w sumie dobrze się idzie. Odcinek Zawada-Zederman na azymut, czas w polach zaczął się dłużyć, wyszedłem we wsi tam, gdzie chciałem, ale trzeba było trochę poszukać, żeby wyjść do drogi, i tak zresztą przelazłem przez jakieś podwórko. Na świecie w międzyczasie się ściemniło, dzień zresztą cały był pochmurny i to było dość nużące, zero słońca czy jakiegoś przebłysku, no ale tak już od ponad tygodnia, może dwóch. Dalej po ciemku, ale łatwo, bo odśnieżoną drogą, na Kosmolów. Szło się dobrze, bo warstwa śniegu zalegała i amortyzowała. Idę, idę, a tego Kosmolowa nie widać. W końcu prawie zderzam się z domami – po prostu w Kosmolowie prąd wyłączyli i tyle. Przemykam po ciemku przez wieś i dalej w pola na odcinek finiszowy.

Moja kultowa kapliczka śródpolna w fantazyjny sposób zmrożona i przyśnieżona, zrobiłem jakieś zdjęcia, ale ciemno zupełnie i nie bardzo widziałem, co fotografuję. W dół do lasu, jak zawsze dreszczyk przy samotnej mogile /kapliczce na skraju lasu i przemarsz z niecierpliwym wypatrywaniem świateł od fabryki pod Olewinem.


Trawers południowy w skrócie:

Całkowity dystans:
40,8 km
Średnia prędkość:
3,8 km/h
Całkowity czas:
10:50 h
Czas postoju:
1:248 h
Przewyższenia:+337,9/-338,4 m
Zobacz profil trasy
Pogoda:Dużo śniegu, zero słońca. Przygnębiająco na dłuższą metę. Jakaś dycha na minusie.
Sprzęt:
W sumie poszły dwie bułki i to już standard na te wyjścia 40-50km. Słodyczy do domu przyniosłem trochę, poszedł snickers, ww, prince polo duże, dwa banany, pół sigga wody z sokiem, 2/3 termosu dużego herbaty. Trochę myślałem, że będzie dyskomfort że plecak TNF (ze względu na rakiety), ale w sumie bez ciągłego i pod ręką dostępu do jedzenia bardzo ok - był dwa postoje z dużym żarełkiem i wystarczyło, zaprzeczam metodzie żeby jeść w trakcie marszu, mało ale często (to na wyścigach pewnie ok, ale nie na moje trekingi)
Polazłem w asolo, cienkie skarpety hm, nic się nie wydarzyło, buty dzieńwcześniej potraktowane impregnatem, nie przemokły, trochę zimno było momentami. Do Zawady w koszulce termo HM plus windstopper, ale w Zawadzie przy wychodzeniu w pola dołożyłem mileta gore, i dobrze, że go zabrałem - myślałem, że go niepotrzebnie tacham, a się przydał, do tego zmieniłem czapkę na kominiarkę, bardzo super.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *