Akcja „Pielgrzym”

Olkusz-Płoki-Gorenice-Zawada-Zimnodół-Kosmolów-Olkusz

Jakiś czas temu, na mapie „Okolice Krakowa” odkryłem nowy, oznakowany szlak pieszy. Jest to szlak „maryjny” i prowadzi z Żurady, przez Płoki i Gorenice, aż pod Racławice.  Mało tego. Dodatkowe oznakowanie informuje, że nie jest to tylko jakaś lokalna ścieżka pątnicza, ale fragment międzynarodowej trasy pielgrzymkowej z  Częstochowy do Mariazell. Abstrahując  zupełnie  od kontekstu religijnego, postanowiłem działać.  Od dawna myślałem o znalezieniu jakiegoś ciekawego przejścia z Gorenic do Lgoty. Teraz mi to przejście oznakowali, co znacznie ułatwiło całą sprawę.

Pierwszy atak na dziewicze tereny w rejonie wzgórza Sołtyska zaplanowałem na początek stycznia. Jednak za sprawą tajemniczej zagadki lasu Kochman, i związanego z tym zjawiska drogi nima, ta akcja zakończyła się fiaskiem. Rozpędziłem się całkiem poprawnie, ale za Paczółtowicami zniosło mnie na Bukową. Ale nic to. Czas na podejście drugie.

Wyruszyłem znajomą trasą przez przez Witeradów. Dalej droga prowadziła przez miejsca zwane: Dzwonówka, Zalipie i Gałęzie, z których z całą pewnością widziałem gałęzie. Za Kasprzykami, zagłębiając się w przepastne lasy, miałem czas na refleksję o tym, jak bardzo myliłem się, będąc tutaj jakiś miesiąc temu i sądząc wtedy, że jestem tu, gdzie wydawało mi się, że jestem.

Wejście do Płok osłabiło mnie zupełnie: na skraju lasu miejsce odpoczynku z wiatą, stołem, ławkami, koszami na śmieci i strumykiem. Słońce świeci, dzwony biją a chłopi wywożą do lasu śnieg furmankami. Siesta, kanapeczki, herbatka. Dalej do Lgoty, nad Korniłówką w polach wieje okrutnie i śnieg skrzy się oślepiająco na drodze, polach, krzakach i drzewach. Ale nie jest to surowa zimucha polarna z pól sułoszowskich sprzed dwóch tygodni. Zaraz zaczyna się dziewiczy odcinek Lgota – Gorenice. Do tej pory droga ok, w większości czymś tam przejeżdżona. Rakiety zostają przy plecaku. Tutaj totalna zawierucha, szlak nawet jeśli jest, to znaków nie widać. Mijam Sołtyskę, bo w tych warunkach odechciewa mi się szturmu na nieodległy szczyt. Gdzieś na skraju lasu odkrywam najbardziej zawiane miejsce na Jurze: śniegu jest po pas. Ale to i tak dla mnie za mało, żeby ściągnąć rakiety.

Przed Gorenicami w polu dochodzi dobrze wydeptana ścieżka z Ostrężnicy. Jest dwunasta w południe i w trójkowym raporcie o stanie świata trwają ciężkie rozważania o światowym handlu bronią. W tym o ruskim handlarzu, który jest już już postacią kultową, bo sprzedał połowie Afryki broń z ruskiego demobilu, za grube miliardy dolarów, oczywiście. Dzieci innych handlarzy bronią, obowiązkowo uczą się jego życiorysu na pamięć. No, temu to raczej nie dorównam.

Za Gorenicami na dłużej w las i dobrze, bo czapeczka okazała się być całkiem przewiewna. Przy radiowym temacie o katastrofie concorda dopada mnie lekki kryzys, czym jestem zdziwiony, bo niby od czego? Popas na ulubionej gałęzi w lesie zwanym Kmieciówka i już schodzę do Zawady, która okazuje się do przejścia szybka, łatwa i przyjemna. Długa prosta do Zimnodołu zanudza mnie na śmierć, ale wolę to, niż równoległe przebijanie się przez pola.

Motel Kogutek. Stąd uderzam na Kosmolów i Wiśliczkę. Jeszcze kilka zygzaków po osiedlu, żeby stuknęło 40 km (drażnią mnie nieokrągłe liczby w statystykach, a liczby okrągłe – przeciwnie, wywołują błogi spokój i ukojenie).



Akcja „Pielgrzym” w skrócie:

Całkowity dystans:
40,5 km
Średnia prędkość:
4,2 km/h
Całkowity czas:
09:40 h
Czas postoju:
1:27 h
Przewyższenia:+386,1/-387,9 m
Pogoda:Zima w wydaniu light. Słonecznie, mroźno, czasem wietrznie, ale generalnie bardzo miło.
Sprzęt:
Trekingi Asolo, spodnie Milo zimowe, koszulka oddychająca HiM z długim, windstopper. Czapeczka z pomponem, ładna ale przewiewna. Plecak TNF Skareb 40. Rakiety.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *