Gdzie na jesienny plener?

Pieniny i Beskid Sądecki

Na zdrowy rozum biorąc, wyjazd w Pieniny w ostatni ciepły i pogodny weekend roku, w poszukiwaniu ciszy, spokoju i romantycznych doznań, to jest średni pomysł. Jakoś jednak nam się udało. Z bazy w Hałuszowej najlepiej zapamiętam trzy balkony: pieniński – z widokiem na Majerz, gorczański – z którego pasmo Lubania wyglądało wyjątkowo majestatycznie, i sądecki, na którym wzruszałem się z wieczora, gdy na Przehybie włączali światła na maszcie telekomunikacyjnym. Poza tym było dokładnie tak, jak w złożonym zamówieniu. W nocy przymrozek osadził zapowiedź nadchodzącej zimy na łąkach, rozciągających się za domem. Do wczesnego przedpołudnia mgły schodziły powoli do dolin, odsłaniając powoli szczyty Gorców. W środku dnia – słonecznie, ciepło i kolorowo. Wieczorem przenikliwy, jesienny chłód i rozgwieżdżone niebo nad głową.

Fotograficznie: niewiele się nauczyłem, ale było wiele plenerowej foto-radochy. Książka Freemana o oświetleniu i ekspozycji przejechała się gratis tam i z powrotem. Dzień, w którym zacznę robić zdjęcia ze statywu, a nie tylko go nosić, nazwę bez wahania wielkim. Poza tym, łażąc rano po oszronionej łące przestawiłem czułość na 800, być może nawet dobrze, ale potem jakoś zapomniałem zmienić i trzaskałem na tym 800 całą sobotę. Stąd jakieś kosmiczne czasy i przysłony, plus ewidentny szum, kto zechce, odnajdzie bez trudu.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *