Roczne archiwum: 2010

Żywiecka R-apsodia

Węgierska Górka-Romanka-Redykalny Wierch-Ujsoły-Rycerzowa-Wielka Racza-Rycerka Dolna

70 km/ 23 h/+ 2533 m

Konia z rzędem temu, kto jeszcze znajdzie miejsce w Beskidach, gdzie na małej przestrzeni zebrało się tak wiele miłych miejsc na literę R. Podchodziłem w tym roku do Beskidu Żywieckiego na różne sposoby, ale dopiero ten pomysł dał mi motywację, żeby się spakować i ruszyć. To nic, że nie da się przejechać przez Przełęcz Kocierską, a w Trzebini wielki i skomplikowany objazd zakręcił mną po szerokiej okolicy. Nie zważając na to, ani na korki w Żywcu, mknąłem w sobotnie popołudnie na Węgierską Górkę z głupawym uśmiechem na twarzy i z euforycznym przekonaniem, że oto zaraz wychodzę coś wielce oryginalnego…

Czytaj dalej

Sądecki trans, czyli coś na upały

Trawers Beskidu Sądeckiego z Krościenka na Jaworzynę Krynicką przez Radziejową, Piwniczną i Łabowską, 54 km/+2385

Krościenko. Na ławce pod tabliczką PKS siedzi, szeroko rozkraczony, mężczyzna opętany przez Lipiec. Na pierwszy rzut oka widać, że jest rozgrzany do granic biologicznej wytrzymałości organizmów żywych. Jestem niemal pewien, że za moment te granice przekroczy i zetnie się na tłustą jajecznicę. W otaczającym go gęstym powietrzu czuć resztki wody toaletowej Brutal, użytej przynajmniej dwie doby temu. Poza tym, w zakresie wydzielanej woni, nic ciekawego. Z mętnym spojrzeniem, w białym siatkowym podkoszulku i nylonowych krótkich gatkach Adidas (made in china garaż), w klapkach zarzuconych na koślawe stopy, których szczegółów nie chcę nawet widzieć. To jest jego chwila. Czytaj dalej

Południk 19.34

Z Olkusza na południe po południku 19.34 przez zamek Tęczyn, Łączany do Kleczy Górnej, 69 km/21 h/+1054m

Dobry pomysł to połowa sukcesu. Czasem lepiej jest nie ruszyć się nigdzie, niż snuć się w nieokreślonych okolicznościach i tak jakoś bezideowo. To jest dosyć karkołomna filozofia i nie wiem, na jak długo do niej się przywiązałem. W każdym razie, pomysł przemarszu po południku, na którym leży nasze mieszkanie, natchnął mnie optymizmem i wiarą we własny potencjał intelektualny. W wersji rozbudowanej motto trasy brzmi: co-też-ciekawego-leży-na-południku-19-34-oprócz-naszego-mieszkania-(idąc-na-południe). Założenie techniczne: maszerować jak najbliżej południka po najbliższych mu elementach liniowych, przy czym niech to będą raczej drogi i ścieżki niż jakieś chaszcze i zarośnięte przecinki. Wygoda rządzi. Napierać z wolna i ile się da. Gdzieś w tyle głowy pozostała myśl, że jak dobrze pójdzie, to wyląduję na Przełęczy Krowiarki, skąd rzut beretem na Babią. Tak dobrze nie poszło, ale i tak było ciekawie.

Czytaj dalej

Droga na Północ

Norwegia w czerwcu

Obawiam się, że jestem bezradny w obliczu zadania, jakim jest sklecenie sensownego opisu tego, co widzieliśmy w Norwegii. Nie jest mi z tym dobrze i nigdy bym też nie pomyślał, że polegnę kiedykolwiek z powodu braku pomysłu na słowa. Ale prawda jest brutalna: Norwegia rozbroiła mnie z arsenału posiadanych środków w zakresie wodolejstwa i pseudopisarstwa. W naszym zeszycie podróżniczym jest tylko pusta strona, na samej górze drukowanymi literami napisane: NORWEGIA, a potem nic. I to NIC to jest chyba najlepszy zapis stanu ciał i umysłów. Stanu kompletnego zmysłowego zatkania, duchowego osłupienia i kompletnej bezradności wobec ogromu przestrzeni i zmieniających się krajobrazów. Mogliśmy tylko patrzeć i chłonąć, bo porównywać do czegokolwiek nie było sensu. I tylko tyle mojego, że chyba pierwszy raz nie ja jeden w naszym zespole pozostawałem w stanie permanentnego zadziwienia. Tak, przez te dwa tygodnie to było nasze miejsce na Ziemi, a cała reszta po prostu zniknęła, ulotniła się jak mgła, która wczesnym rankiem podnosi się nad fiordami…



Czwarte kieratowanie

VII Międzynarodowy Ekstremalny Maraton na Orientację KIERAT 2010

106 km/27 h 45 min

Jak zwykle zrobiłem wiele, żeby utrudnić sobie szybkie i łatwe przejście trasy. Presja prognozy pogody zrobiła swoje. Dwie pary butów, w tym jedne ciężkawe trekingi. Różne rzeczy na przetrwanie ulewy i jeszcze inne rzeczy, na wszelki wypadek. Dużo. Ale moja psychika odznacza się odpornością na deszcz porównywalną z nieimpregnowanym tropikiem chińskiej dwójki. Pierwszy rzut oka na mapę zadziałał na wszystkie moje rozterki i obawy jak mocny środek znieczulający. Bosko. Taka trasa – tak właśnie zawsze chciałem się przejść bo tym kawałku Beskidów. Ech, ten Sochoń to jest jednak prze-gość…

Czytaj dalej