Kierat na 14 sposobów

VIII Międzynarodowy Ekstremalny Maraton Pieszy KIERAT 2011

106 km/23 h 26 min/+3454m

Dzień przed startem obejrzałem Szkołę Przetrwania NG starając się wyłapać te myśli Beara Gryllsa, które mogłyby okazać się przydatne na Kieracie. W pamięci utkwiły mi trzy: 1) Nie będzie łatwo 2) Najważniejsza jest woda 3) W walce o przetrwanie nie można zatrzymywać się zbyt długo w jednym miejscu. Wszystkie trzy okazały się jak najbardziej słuszne.

PK 1: Na radosnego świeżaka

Kiedy w piątkowy wieczór wybiła godzina 18.00 świat wydał się piękny i wspaniały, a przyszłość wyłącznie świetlana. Nagłe uwolnienie energii na Rynku w Limanowej mogło być widoczne z kosmosu w postaci jasnego rozbłysku. Do pierwszego punktu jak zwykle niosła mnie mieszanka ogólnej złości, że tak wolno i tak ciasno, połączonej z pozbawionym jakiegokolwiek racjonalnego uzasadnienia przekonaniem, że wszystko to jest w gruncie rzeczy łatwe i można całą sprawę załatwić szybko i bezboleśnie.

PK 2: Na narciarza

Główny motyw w drodze na PK2 to podejście wzdłuż nartostrady w masyw Kamionnej. Wariant siłowy, nie pozbawiony uroku jeśli na moment stanąć, obejrzeć się za siebie i pooglądać znikający w pogodnym wieczorze krajobraz z pasmem Jaworza w roli głównej. Wariant na narciarza jest prosty, skuteczny i nie wymaga myślenia. Do zastosowania jeszcze na przykład na Śnieżnicy.

PK 3: Na pracę w grupie

Zastanawiam się, jak trafiłbym na PK3 w sytuacji jeden na jeden, to znaczy tylko ja i punkt. Sposób myślenia w czasie akcji indywidualnej zasadniczo różni się od sposobu myślenia w stadzie. Wariant na pracę w grupie okazał się skuteczny. Nie wiem, w którym momencie znalazłem się w środku zdeterminowanej ekipy przeczesującej skrupulatnie las we wszystkie strony, z których jedna okazała się w końcu właściwa. Wcześniej wyobraziłem sobie, że jeżeli skała nazywa się Diabelski Kamień, to musi to być coś naprawdę spektakularnego, a w każdym razie – coś zdecydowanie zauważalnego. W naszym kraju Diabelskie Kamienie to są z reguły namacalne dowody nieudolności fizycznej diabła. W większości przypadków rzecz polegała na tym, że diabeł niósł kamień, żeby nim przywalić jakiś kościół ale, jak to u nas, za każdym razem coś tam szło nie tak i gdy było już prawie po sprawie, kamień w ostatniej chwili wylatywał diabłu z rąk. Historia powtarzała się z regularnością, która diabelskie państwo musiała doprowadzić do głębokiej frustracji. Ale żeby nawet takiego małego kamienia nie donieść, to już jest naprawdę gruby obciach i kompromitacja. I szukaj potem tego po krzakach, i jeszcze po ciemku…

PK 4: Na asfalt

Nie mam nic przeciwko temu, aby raz na jakiś czas natłuc kilka asfaltowych kilometrów w stanie kontrolowanego letargu. Zwłaszcza po takich emocjonujących wydarzeniach, jak te w okolicy PK3. Z rozkosznie bezmyślnego przelotu do Szczyrzyca pamiętam denerwujące stukanie o asfalt czyichś kijków i refleksję, że kogoś może w tym momencie wkurza tak samo moje ciągłe pociąganie nosem. Nie wiem, kto to był ten ktoś od stukających kijków. Ale gość od pociągania nosem na całej trasie, to byłem ja.

PK 5: Na uroki ziemi limanowskiej

Czasem jest tak pięknie, że nic więcej nie trzeba. Trasa układa się sama, skróty okazują się być trafione, a krzywa samopoczucia i wiary we własne siły rośnie z każdym kilometrem. A kiedy jeszcze trafi się tak malownicze miejsce, jak śródpolna kapliczka na odkrytym grzbiecie między Dobrą a Zawadką, to wtedy robi się aż niebezpiecznie dobrze. Mnie takie miejsca zawsze kuszą, żeby po prostu wyłożyć się na miękkiej, pachnącej nocą trawie i odpuścić sobie całe to napieranie, bo ani to mądre, ani zdrowe za bardzo nie jest. Pokusę ze sporym trudem odparłem, obiecując sobie, że wrócę tu na jakąś niespieszną, nocną kontemplację.

PK 6: Na upór godny podziwu

Łopień wyrósł na drodze w bardzo dobrym momencie. O świcie zawsze pojawia się, nie wiadomo skąd, zapas świeżej energii, z którą coś trzeba zrobić. Człowiek, zresetowany i naładowany do pełna, rozgląda się wokół z bojowym błyskiem w oku, a tutaj proszę – Łopień. Za mostem na Łososinie podjąłem wyzwanie pod hasłem „na południe bez względu na wszystko”. Przygoda okazała się krzaczasta, mokra, w górnej części kamienista. To był mój znaczący wkład w ideę orienteringu tyleż radosnego, co nie do końca przemyślanego. Na Myconiówkę wypadłem z krzaków znienacka, szczęśliwy i rozpromieniony.

PK 7: Na sportowo

Do Słopnic po prostu zbiegłem. Mogielica nie mogła się nadziwić takiemu widokowi. W końcu to ja ją czymś zaskoczyłem.

PK 8: Na żurek

Zza kolejnego zakrętu wyłonił się znajomy widok. Dom w wersji wędrownej zainstalował się tym razem pod Mogielicą. Z daleka wygląda to trochę jak obozowisko jednej z dywizji Wielkiej Armii Napoleona, maszerującej na Moskwę. To jednak nie jest zwykła garkuchnia. To jest precyzyjne i bezwzględnie skuteczne narzędzie do ratowania nieszczęśników, co podupadli na duchu i na żołądku. Na polanie wciśniętej w głęboką dolinę ludzkość staje w obliczu swoich najwybitniejszych osiągnięć. Nie da się uwarzyć lepszego żurku. Nie jest możliwe przygotowanie lepszej herbaty z sokiem i kawy z miodem. Nie można z większą intensywnością rozmyślać o kuchniach polowych i skomplikowanych konstrukcjach z nierdzewki, które zmienią koleje losu światowej inżynierii. W tym wszystkim nieszczęsny Maksym, który – choć to dopiero początek akcji – zdążył już sobie uciachać połowę palca (oczywiście przesadzam). Mijają kolejne lata, z Polany Stumorgowej schodzą śniegi, kwitną sady pod Limanową, lipcowe słońce wypala trawy na hali pod Ćwilinem, na Jasieniu z buków opadają kolejne liście, a moja rodzina niezmordowanie warzy, rozlewa, rozdziela, dolewa, miesza, dokłada, kroi i roznosi. To jest już właściwie przyrodnicza prawidłowość. Beskid Wyspowy stał się unikalnym miejscem, w którym występuje pięć pór roku. Obok czterech, powszechnie znanych, jest także piąta – pora warzenia żurku na Kieracie. Za kilka godzin, ledwie żywi, spakują się i znikną z polany, ale żurkowe zapachy będą krążyły po dolinach aż do następnego maja…

PK 9: Na ciekawość świata

Maszt pod Kiczorą Kamienicką oglądałem wiele razy i z różnych stron, ale nigdy nie było okazji, żeby podejść do niego bliżej. Jakoś zawsze nie po drodze. Nic dziwnego, że ucieszyłem się z PK9, a ciekawość okazała się dobrym motywatorem. Zresztą, warunki do podejmowania wyzwań nawigacyjnych były optymalne: piękny poranek i pełny brzuch, miałem w ręku wszystkie atuty niezbędne do podjęcia walki z widoczną na mapie gmatwaniną dróg. Rzeczywistość okazała się zaskakująca i to w dwójnasób. Po pierwsze, przejście okazało się proste orientacyjnie. Po drugie, hala pod Kiczorą okazała się być pięknym miejscem i zwolniłem tutaj trochę, snując plany biwakowe na przyszłość.

PK 10 Na pewniaka

Punkt w pensjonacie Głębieniec to jest już trochę jak wyjście w klapkach po mleko do najbliższego sklepu. Trochę może nazbyt nonszalancko zamknąłem mapę na amen w przekonaniu, że wiem co i jak. I, o dziwo, wszystko poszło jak trzeba.

PK 11 Na znajome strony

Dolina Szczawy to też są znajome strony, właściwie opłotki. Trochę ciszej i ze spuszczoną głową przemykam pod Zbludzkimi Wierchami, do których zdążyłem dzięki Kieratowi nabrać szacunku i do których, mówiąc szczerze, niespecjalnie mi tęskno. Za to szybko wydostałem się na grzbiet nad Zalesiem, bo lubię tę drogę. Kontemplację widoków na Modyń i Cichoń przerwały pierwsze grzmoty, które od tej chwili zbliżały się nieubłaganie, aby zawisnąć w końcu nad moją głową gdzieś pod Ostrą.

PK 12: Na szczęście głupiego

Zdjęcie siebie w roli samotnego szaleńca przemykającego pośród piorunów odkrytym grzbietem w przysiółku Jeżowa Woda mógłbym sprzedać za grube pieniądze do jakiegoś poradnika dla harcerzy, gdzie znalazłoby się w rozdziale „Podstawowe zasady bezpieczeństwa”, w podrozdziale „Zachowania, których należy unikać”. Powtarzałem sobie w pamięci wszystkie rady Beara Gryllsa na taką okazję po to tylko, żeby po chwili stwierdzić, że pamiętam już tylko jedną, wypowiedzianą z tajemniczym uśmiechem, w przerwie między konsumpcją pająka i larwy: „W czasie burzy i tak ostatecznie o wszystkim decyduje szczęście lub jego brak”. Tym razem miałem szczęście.

PK 13: Na piękne oczy

Do pk13 przemykam przez ciąg podwórek, zadając właścicielom pytanie, okraszone proszącym spojrzeniem i niewinnym uśmiechem: „Przepraszam, trochę się zgubiłem, czy mógłbym tędy przejść???”. W sobotnie popołudnie w tej akurat okolicy niezłomna wola obrony własności prywatnej była już mocno nadwątlona. Wszyscy machali z rezygnacją ręką, pokazując w kierunku pięknie wydeptanej wśród łąk ścieżki, prowadzącej wprost na trzynastkę.

PK 14: Na metę

Najbardziej odkrywcza myśl popołudnia była taka, że nie ma sensu liczyć do całego dystansu tych kilku kilometrów między ostatnim (formalnie przedostatnim) punktem i metą. To jest już taka sytuacja, że choćby na kolanach albo czołgając się, te kilometry tak czy inaczej po prostu wejdą, są przez to najpewniejsze z całej setki. Stwierdzenie takie może i pachnie pychą, ale co tam.

Najpoważniejszym następstwem Kieratu jest syndrom odstawienia, który pojawia się po kilku godzinach, wraz z pierwszymi bardziej przytomnymi myślami. W kolejnych dniach jest jakoś pusto i nie ma co ze sobą zrobić. Tak zwana codzienność wraca w formie wybitnie mało interesującej. Można z tym walczyć, ale prawda jest taka, że prędzej czy później trzeba znowu zażyć. Dilerkę uprawiają na pewnym portalu na literę n. Trzeba wejść w zakładkę kalendarz imprez…



Podsumowanie startów

RokNazwa zawodówDystans
(km)
Czas
(h:m)
Ukończ.
(tak/nie)
RAZEM1279,5318:3710 x TAK
4 x NIE
2012Twardziel Świętokrzyski95,518:37TAK
2011Przejście Kotliny Jeleniogórskiej14340:49TAK
2011Wulkany w 24h9920:30TAK
2011Kierat10623:26TAK
2010Kierat10627:45TAK
2009Kierat10025:52TAK
2009Przejście Kotliny Jeleniogórskiej14547:35TAK
2008Rajd Dolnego Sanu7115:35NIE
2008Skorpion4511:41NIE
2008Konecka Setka10017:10TAK
2008Kierat8023:20NIE
2008Maraton w Puszczy Kampinoskiej10021:35TAK
2007 Kierat88 28:47NIE
2007Maraton w Puszczy Kampinoskiej10019:47TAK
Podsumowanie startów 2007-2011

2 myśli nt. „Kierat na 14 sposobów

  1. admin Autor wpisu

    Dzięki za miły komentarz. Staram się zarówno na trasie jak i przed komputerem ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *