Świętokrzyski Twardziel

Trawers Gór Świętokrzyskich czerwonym szlakiem Gołoszyce-Kuźniaki, VIII Rajd Unijny po Górach Świętokrzyskich (Twardziel Świętokrzyski), 95,5 km/18h 37min/+2188m

To była miłość od drugiego wejrzenia. Choć z początku niewiele na to wskazywało. Wysadzili nas w Gołoszycach, w miejscu wyglądającym na zupełnie przypadkowe. Myślałem przez chwilę, że może się pomylili, takie jałowe pobocze nigdzie i wszędzie, naprawdę mało podniosłe miejsce. W pierwszej chwili czułem się raczej porzucony, niż dostarczony na start kultowej setki. W tym czasie z trzech kolejnych autobusów wysypywało się na to smutne pobocze mrowie setkowiczów. Duża część z nich wyglądała na pewnych siebie, bez roztrząsania okoliczności ruszali też w drogę, czyniąc to dziarsko i z przytupem. Przyjrzałem się miejscu jeszcze raz i ten drugi ogląd był już zupełnie inny. Od ruchliwej szosy w górę Pasma Jeleniowskiego prowadzi przez pola piękna aleja z drzew nie wiem jakich. Ruszyłem z wolna przed siebie, a świętokrzyskość dała zaraz o sobie znać, roztaczając wokół urok wieczorowej pory. Mniej więcej w połowie wspomnianej alei wiedziałem już, że mi się podoba. Byłem nawet skłonny przyznać, że podoba mi się bardzo.

Następne godziny upłynęły na rozpoznawaniu tego, jak po świętokrzyskim się wędruje, jak się je ogląda, jak tu pachnie i w ogóle jak tu jest. A wędruje się wspaniale. Można powiedzieć, że płynie się wśród tych łagodnych wzgórz. Łagodność – to jest słowo klucz. Łagodne podejścia i zejścia, widoki pełne łagodności, odcinki błota łagodnie wkurzające, łagodnie przyprawiona pomidorówka na punkcie kontrolnym, łagodny stres w miejscu, gdzie się łagodnie machnąłem.

Późnym wieczorem wśród pól snuły się płaty mgły i może dlatego przyszło mi do głowy, że sam jestem takim lekkim obłokiem nieco znerwicowanej ektoplazmy, który pędzi ścieżkami, wdrapuje się na stoki, spływa do dolin i kotlin, a potem znowu mknie w górę.

Północ wybiła, kiedy stanąłem na szczycie Łysicy rzucając nocy śmiałe pytanie: gdzie są czarownice? Zamiast nich w ciemności żarzyły się dwa papierosowe ogniki. Dwóch mężczyzn brodatych kontemplowało ciszę i ciemność. Wspaniale. Miejsc kontemplacyjnych jest tu zresztą bez liku. Co chwilę ogarniała mnie pokusa, żeby zostać na dłużej. Pod tą kapliczką, na tym skraju lasu, pod tamtą jodłą. W myślach układałem już listę miejsc, do których trzeba by wrócić w sposób specjalny.

Przedświt zastał mnie na łąkach za Świętą Katarzyną. Krajobraz zmienił się, nagle zrobiło się płasko, mokro i mgliście. Życie na takich łąkach budzi się wcześnie rano i od razu z wielkim wrzaskiem. Niewiele widać, ale mam wrażenie, że w każdej kępie trawy siedzi tuzin miejscowych, latających czy biegających, i wydziera się ile sił starczy. Potem Mąchocice Scholasteria, co za smakowitość, miejsce wyglądem swoim nie dorasta wprawdzie do finezyjnej nazwy, ale to nic, bo zaraz za wsią trafia się piękny trawers Pasma Masłowskiego. W dole zamglona dolina, nad nią zalesione pasma, nad tym wszystkim na dobre wstaje słońce.

A potem lasy. Zieleń świeża ma tutaj niewiele więcej niż kilka dni. Teraz jest akurat ten moment, kiedy najprzyjemniej się ją podziwia. Widok zielonego jeszcze się nie przejadł i nie spowszedniał, wesoło jest wokół i radośnie.

Jeszcze później zupełnie znienacka zrobił się lipiec. Nie wiem, kiedy to się stało, może w Tumlinie, kiedy pochłaniałem kolejne kanapki z dżemem myśląc sobie, że do końca życia chcę jeść już tylko kanapki z dżemem. W każdym razie, kiedy wykulałem się z punktu położonego w szkole, na zewnątrz było już klasycznie lipcowo i musiałem cały ten pochłonięty dżem, a mogło go być ze dwa słoiki, targać z mozołem przez nieprzyzwoity skwar. Słońce sponiewierało mnie potem na odkrytym podejściu pod Baranią, tu szczerze mówiąc miałem już nieco dość, ale też zostało niewiele ponad dziesięć kilometrów do mety, więc większych trosk specjalnie już nie doświadczyłem.

Setka okazała się być oszukana i to mocno, bo gps pokazał w sumie 95, 5 kilometra. Wnioski ogólne z imprezy są dwa. Po pierwsze, pięknie tu i trzeba wrócić, żeby przespać się w paru miejscach. Po drugie, trzeba zacząć biegać te setki, na ile się da, bo to mniej męczy i przyjemniejsze jest. O wniosek drugi nie podejrzewałbym siebie w najśmielszych przypuszczeniach, ale cóż. Kryzys wieku średniego tak najwyraźniej się u mnie objawił. Dosyć chodzenia, niech żyje bieganie. A przynajmniej truchtanie. Przechodzące w powłóczenie z tendencją do czołgania. I to jest przyszłość. Tako rzecze Twardziel Świętokrzyski…



Podsumowanie startów

RokNazwa zawodówDystans
(km)
Czas
(h:m)
Ukończ.
(tak/nie)
RAZEM1279,5318:3710 x TAK
4 x NIE
2012Twardziel Świętokrzyski95,518:37TAK
2011Przejście Kotliny Jeleniogórskiej14340:49TAK
2011Wulkany w 24h9920:30TAK
2011Kierat10623:26TAK
2010Kierat10627:45TAK
2009Kierat10025:52TAK
2009Przejście Kotliny Jeleniogórskiej14547:35TAK
2008Rajd Dolnego Sanu7115:35NIE
2008Skorpion4511:41NIE
2008Konecka Setka10017:10TAK
2008Kierat8023:20NIE
2008Maraton w Puszczy Kampinoskiej10021:35TAK
2007 Kierat88 28:47NIE
2007Maraton w Puszczy Kampinoskiej10019:47TAK
Podsumowanie startów 2007-2011

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *