Łowcy kapliczek

O polowaniu na kapliczki na Pogórzu Wiśnickim

Polujemy na kapliczki. Polujemy trochę poza sezonem. Na Pogórzu pachnie teraz kolorami i babim latem, które snuje się na tle granatowego, jesiennego nieba. To trochę rozprasza instynkt łowiecki. Chciałoby się raczej odlecieć na cienkich pajęczynach do ciepłych krajów, albo po prostu położyć się na cały dzień na jednej z tych polan pod Rogozową. Za niedługo przecież wszędzie tutaj będzie leżał śnieg. Ale nic z tego. Tropimy.

Podejrzana jest każda większa kępa starych drzew, każde rozstaje dróg. Ofiary zdarzają się przeróżne. Po tych kilku dniach, kiedy zamykamy wieczorem oczy, przewija nam się przez głowę galeria Panienek, Jezusików, Apostołów i czeredy świętych pańskich. Niektóre twarze tak naiwne, że aż ręce opadają. Inne pełne dyskretnego wdzięku. Kolorowe i wzorzyste albo wypłowiałe, z zatartymi rysami. Kiczowate i takie ech, och. Aż dziw bierze, jak zasobnym kapliczkowo matecznikiem jest ten mały, pofalowany kawałek Pogórza między Wiśniczem a Rajbrotem. Dzień coraz krótszy, ubrań na plecach coraz więcej, mgły coraz śmielej snują się w dolinach, zapowiadając listopad. A my ciągle polujemy, końca nawet nie widać. Ale co zrobić, taka praca. Przecież trzeba z czegoś żyć.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *