Roczne archiwum: 2012

Lumbago Adventure Trophy

 


Startuję. Rozpędzam się, nabieram przyspieszenia, od którego już po chwili zaczyna mi odbierać dech w piersiach. Przedmioty oglądane przy tej szybkości tracą wyraźne kontury. Spoglądam przez ramię za siebie. Łóżko zostało gdzieś daleko, ledwie majaczy na horyzoncie. Teraz trochę zwalniam, przede mną ostry zakręt w prawo. Z wielką wprawą, jakby od niechcenia, trafiam wprost na schody. Zaczyna się trudny, techniczny odcinek prowadzący stromo w dół. Zaraz potem ostro w lewo i już wypływam na otwarte przestrzenie, pokryte łanami falującej klepki parkietowej. Czas na refleksję, to jest spokojny odcinek, byle tylko nie przeoczyć drzwi po lewej. Taka pomyłka zmusiłaby mnie do nadrabiania kilku metrów po sporej pętli, na której zbyt wiele jest elementów trudnych (fotel, kanapa). Ale nie, lokalizuję bezbłędnie drzwi, delikatny zwrot w lewo przeprowadzony z gracją i finezją. Przedpokój. Zaczyna się ostatnia prosta. Po lewej mijam drzwi do łazienki. Chwila wahania, przydałoby się, owszem. Ale trzeba się trzymać priorytetów, przyjemności później. Linię mety mijam zziajany i spocony, ale szczęśliwy. Jestem Pierwszy. Cała paczka voltarenu jest moja. Czas jest niezły. Jak dobrze pójdzie, zejdę za niedługo poniżej dziesięciu minut. Mógłbym też zabierać prochy na górę, ale co by to była za zabawa…

Czerwony autobus

O książce Jerzego Pilcha Marsz Polonia

Książka podróżnicza? A dlaczego nie? W końcu na okładce jest czerwony autobus, atrybut jak najbardziej związany z wędrówką. Co prawda, jeśli przyjrzeć mu się z bliska, to człowiek zaczyna się zastanawiać nad tym, gdzie w takim towarzystwie zajedzie, bo raczej w żadne znajome strony. Czytaj dalej

Zachwyt nad śmierdzącym trampkiem

O butach New Balance MT100 i o biegowym minimalizmie

Tym razem postanowiłem, że zostanę biegaczem-minimalistą. Bezpośredniej inspiracji dostarczyła agresywna akcja marketingowa, prowadzona przez pewien wysoce podejrzany sklep internetowy. Można tam było za przysłowiową złotówkę zakupić czajnik bezprzewodowy, gorset wyszczuplający albo buty biegowe New Balance MT100. Skusiłem się na te ostatnie, choć oferta sprzedaży starego malucha, wciąż będącego na chodzie, wyglądała równie atrakcyjnie. Czytaj dalej

Lipiec przechadza się po gumnie

O lipcu pisać osobno nie zamierzałem. Kiedyś już było, wystarczy. Ale po jakiejś nocnej burzy przyśnił mi się wpis do bloga pod tytułem trochę złowieszczym, a trochę zagadkowym: Lipiec przechadza się po gumnie. Najwyraźniej zobaczyłem przyszłość, niestety mało wyraźną. Treści tekstu nie mogłem odczytać, drobnymi literkami był napisany. No, ale taki sen to jest znak, po snach tego rodzaju można już podawać się za proroka (początkującego), w miejscu dziania się snu podobnego kiełkują mity, krótko mówiąc – w stronę nowego centrum pielgrzymkowego na Słowikach rzecz cała mogłaby śmiało zmierzać, gdybym mniej kontemplacyjnie, a bardziej przedsiębiorczo przemyśliwał. Z wywołania społecznego oddźwięku mojego snu ostatecznie jednak zrezygnowałem. Prywatnie jednak senne przesłanie postanowiłem potraktować poważnie i stosowny wpis zrobić. Tym bardziej, że stwierdzenie zawarte w wyśnionym tytule jest w swojej zasadzie słuszne i zgadzam się z nim w całej rozciągłości. Czytaj dalej