Roczne archiwum: 2013

Okno na Indie

Paulina Wilk, Lalki w ogniu. Carta Blanca, 2012.

Wyobrażam sobie, że każda książka podróżnicza jest jak okno, przez które oglądam inny, odległy świat. Ale prawie zawsze jest tak, że na szybie tego okna pisarz domaluje coś od siebie. Patrzę więc na te dalekie, magiczne i tajemnicze miejsca, mając równocześnie przed oczami autorski do nich komentarz. Tu dodany jakiś kolor, tam mały niuans, jeszcze gdzie indziej filuterny bazgrołek albo literacki ornament, pod którym ktoś chce przemycić swój najmniejszy choćby komentarz do świata przedstawionego. W rezultacie okno zamienia się czasem w witraż, przez który ten świat prześwituje raz lepiej, a raz gorzej. Theroux, Thubron, Kaplan, Terzani. U każdego z nich powtarza się podobna historia. Silne osobowości, ludzie mający wiele do powiedzenia. Czasem namalowany przez nich witraż wydawał mi się nawet ciekawszy i bardziej intrygujący niż to, co było za nim. Zresztą, im lepszy warsztat pisarski tym lepiej historie z witraża zlewały się z historiami z tła tworząc w końcu całość, w której trudno już było je od siebie oddzielić. Doszedłem w końcu do wniosku, że taki jest właśnie charakter prozy podróżniczej. Że pisarz wyruszający w drogę chce w równym stopniu opowiedzieć o sobie, co o opisywanych miejscach. Dosyć jasno wyłożył to Theroux w którymś miejscu Starego Ekspresu Patagońskiego, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że mam rację… Czytaj dalej

Młyny w Dolinie Dłubni

Dłubnia od Imbramowic do Raciborowic

Ze starą mapą w garści i czapką naciągniętą na uszy szukam młynów w Dolinie Dłubni. Zimne, październikowe słońce wspina się coraz niżej po błękitnym niebie, podczas gdy wiatr z wielką zajadłością zrywa z drzew ostatnie liście. Młyny, pochowane latem wśród nadrzecznej zieleni, teraz nie mają się gdzie ukryć. Imbramowice, Wysocice, Grzegorzewice, Wilczkowice, Młodziejowice. Wszędzie z daleka widać charakterystyczne, pudełkowate kształty. Kiedy je budowano, nikt specjalnie nie myślał o harmonii kształtów i o estetycznych doznaniach młynarza i jego klientów. Żadnych ozdobnych dodatków, czysta funkcjonalność. Jeżeli dziś mają w sobie coś, przez co miło jest na nie patrzeć, to jest to efekt niezamierzony. Dyskretny urok prostej, drewnianej bryły. Z potencjalną niespodzianką w postaci wielkiego koła na jednej ze ścian. Czytaj dalej

Skończył mi się Theroux

Paul Theroux, Safari mrocznej gwiazdy, 2013

Najpierw w szacownym kairskim muzeum oglądasz jakieś dzbanki, garnki, narzędzia i ozdoby. Potem wsiadasz do pociągu do Asuanu i przez okno patrzysz na mijane po drodze wioski, w których ludzie noszą wodę i gotują w takich samych dzbankach i garnkach, majsterkują takimi samymi narzędziami i używają takich samych ozdób. W Egipcie podział na przeszłość i teraźniejszość rozpływa się we wszechobecnym, odwiecznym trwaniu, które za nic ma sobie wszelkie rozróżnienia. Czytaj dalej

Pozdrowienia znad morza

Urlop w Rewalu

Kiedyś wydarzyła się tutaj pewna prosta historia miłosna. On był rybakiem, a ona pasła gęsi. Czy on był Polakiem, Prusakiem czy może Szwedem – tego nie wiadomo tak samo jak tego, czy ona była stara czy młoda. To co jest pewne to to, że on cały trząsł się z miłosnego uniesienia, a ona nie była specjalnie hoża. Pokonali liczne przeszkody, a potem żyli długo i szczęśliwie. Wspomnieniem po nich są nazwy miejscowości. Trzęsacz, Niechorze, a pomiędzy nimi Rewal, gdzie u stóp klifu urządzali sobie schadzki. Taką historię opowiada Magda i nie mam powodów, żeby jej nie wierzyć. Czytaj dalej

Karawanseraj u Rocha

Colin Thubron, Cień Jedwabnego Szlaku, wyd. Czarne, 2013

Na początku próbowałem notować nazwy niezwykłych miejsc. Xi`an, Dagin, Louguantai, Labrang… Zrezygnowałem jeszcze przed przekroczeniem zachodniej granicy dzisiejszych Chin. Sprawa jest beznadziejna jeśli zważyć, że tutaj każdy napotkany po drodze kamień to może być pozostałość przynajmniej tysiącletniego miasta albo świątyni. Czytaj dalej