Karawanseraj u Rocha

Colin Thubron, Cień Jedwabnego Szlaku, wyd. Czarne, 2013

Na początku próbowałem notować nazwy niezwykłych miejsc. Xi`an, Dagin, Louguantai, Labrang… Zrezygnowałem jeszcze przed przekroczeniem zachodniej granicy dzisiejszych Chin. Sprawa jest beznadziejna jeśli zważyć, że tutaj każdy napotkany po drodze kamień to może być pozostałość przynajmniej tysiącletniego miasta albo świątyni.

Jeszcze dzisiaj wędrówka wzdłuż Jedwabnego Szlaku jest niezwykłym przeżyciem, nawet jeśli jest to tylko podróż w fotelu, a wszystkie niedogodności bierze na siebie nasz człowiek w terenie, w tym przypadku niezmordowany Colin Thubron. W czasach świetności Szlaku podróż mogła dostarczyć wrażeń, od których nadmiaru niechybnie pękłbym gdzieś w połowie drogi. Może zamiast samemu wędrować lepiej byłoby postawić skromną chatę tuż przy szlaku, po czym spędzać dni siedząc przed nią na zydelku i patrząc na karawany ciągnące ze Wschodu na Zachód i z powrotem. Może nawet zainwestowałbym w mały, kameralny interes? Karawanseraj U Rocha. Komfortowy wypoczynek dla Ciebie i dla Twojego wielbłąda. Wieczorami mógłbym słuchać niekończących się opowieści i rozmów kupców, mnichów i wszelkiej maści wędrowców. Pomyśleć, że były takie czasy i miejsca, w których wzajemna ciekawość ludzi z różnych końców świata była silniejsza niż przekonanie o wyższości własnych racji, w imię których można roztrzaskać pałką głowę kogoś, kto się nie zgadza co do istoty Boga na przykład. Długie dni ciężkich zmagań, żeby przeżyć gdzieś na Takla Makan i dotrzeć cało razem z towarem do miasta albo karawanseraju. Wieczorami dyskusje o cenach, o urodzie miejscowych kobiet, o Buddzie, Chrystusie, Allahu i Zaratustrze, niekoniecznie w tej kolejności. Nie mam złudzeń co do tego, że pałki też były w ruchu, a do tego od czasu do czasu po wszystkim przetaczał się walec wprawiony w ruch przez jakichś dzikich nomadów, po przejściu których nie zostawał kamień na kamieniu. Jednak ta wspaniała kultura miast i kupców potrafiła nie tylko wielokrotnie odradzać się po takich katastrofach, ale na dodatek wciągała potem w swoje tryby najeźdźców, którzy ni stąd, ni zowąd nagle zaczynali się myć, ubierać w jedwabie i pisać poezje. Piękny świat, o którym Europejczyk nie dowie się zbyt wiele w szkołach. Właśnie. Dlaczego nas o tym nie uczą, poza standardowymi formułkami, że Chiny to papier, jedwab i proch; Indie – kasty i krowy a Bliski Wschód to nawalanka żydowsko-arabska i tak dalej? Kompleksy? Zawiść? Zazdrość? Wstyd, że tak wiele im zawdzięczamy, a to przecież dzicy Azjaci? Dziwna sprawa i podejrzana.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *