Młyny w Dolinie Dłubni

Dłubnia od Imbramowic do Raciborowic

Ze starą mapą w garści i czapką naciągniętą na uszy szukam młynów w Dolinie Dłubni. Zimne, październikowe słońce wspina się coraz niżej po błękitnym niebie, podczas gdy wiatr z wielką zajadłością zrywa z drzew ostatnie liście. Młyny, pochowane latem wśród nadrzecznej zieleni, teraz nie mają się gdzie ukryć. Imbramowice, Wysocice, Grzegorzewice, Wilczkowice, Młodziejowice. Wszędzie z daleka widać charakterystyczne, pudełkowate kształty. Kiedy je budowano, nikt specjalnie nie myślał o harmonii kształtów i o estetycznych doznaniach młynarza i jego klientów. Żadnych ozdobnych dodatków, czysta funkcjonalność. Jeżeli dziś mają w sobie coś, przez co miło jest na nie patrzeć, to jest to efekt niezamierzony. Dyskretny urok prostej, drewnianej bryły. Z potencjalną niespodzianką w postaci wielkiego koła na jednej ze ścian.

Ale młyńskie koła istnieją już tylko jako topograficzne oznaczenia na mojej mapie. Nic się nie kręci, nie obraca, nie skrzypi. Ze ścian milczących budowli wystają martwe kikuty, trzpienie i fragmenty osi. Wiszą smutno nad korytami wciąż jeszcze wartkich młynówek, które przepływają z cichym szmerem zdziwione, że nic ich już tutaj nie zaczepia.

Czasami trafiają się otwarte drzwi do opuszczonego wnętrza. Na kolejne piętra prowadzą skrzypiące schody. Drewniane, wyślizgane przez dotyk poręcze chwieją się w mocowaniach, nie dając pewnego oparcia. Na każdej powierzchni zalega warstwa kurzu zmieszanego z mąką. Na ostatnim piętrze cisza, w której słychać poskrzypywanie belek, krokwi i desek. W górze wiatr świszczy w nieszczelnym poszyciu. Na potężnej krokwi spinającej trzeszczące ściany siedzi gołąb, a po podłodze przemyka bezszelestnie mysz. Wyobraźnia podpowiada, że za życia cały młyn pewnie aż chodził w posadach, przerabiając kolejne setki i tysiące worków zbóż. Pozawieszane tu i ówdzie tabliczki ostrzegają, żeby patrzeć, gdzie wkłada się ręce, bo za sprawą chwili nieuwagi można było zostać inwalidą. Ale teraz to tylko echa dawnej przeszłości, życia, które skończyło się gdzieś w latach 60-tych ubiegłego wieku i raczej już tutaj nie powróci. Stare młyny nad Dłubnią nie są już teraz do mielenia, ale do oglądania późną jesienią. I niech tak zostanie jak najdłużej.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *