Roczne archiwum: 2014

Dom nie do końca opuszczony

Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadzało. Każdą z oznak opuszczenia sprawdziłem po wielokroć i z najwyższą dokładnością. Nie było dymu z komina. Droga dojazdowa zarośnięta. Płot w stanie szczątkowym. Kable energetyczne zerwane. Brak szczekających burków, a psia buda przewrócona na bok. Brak kur grzebiących, indyków gdakających, kaczek kwaczących i przeciągających się leniwie kotów. Brak sznurków z praniem. Lokalizacja też wskazywała na opuszczenie. Zarastająca polana daleko od wsi, prawie pod samym Liwoczem. Kiedyś było tutaj może samotne siedlisko, ale dziś nikt już tu nie mieszka, to pewne. Dom drewniany, zrębowy, pokryty strzechą. Rarytas. Początek XX wieku, może nawet końcówka dziewiętnastego stulecia. Przejść obok i nie zajrzeć to jest po prostu nieprzyzwoitość. Za rok pewnie już go nie będzie. A więc zaglądam. Czytaj dalej

Świątek z dziupli

Zatrzymujemy się w polach pomiędzy Ryglicami a Kowalową. Na rozstaju dróg, pod starą lipą stoi krzyż z kapliczką. Krzyż betonowy, takich nie lubię, na szczęście drewniana kapliczka dodaje mu trochę ciepła. Od strony samotnego gospodarstwa idzie w naszą stronę kobieta z małą dziewczynką. Babcia i wnuczka, jak się okazuje. Obydwie bardzo rozmowne. Więc państwo tak po kapliczkach sobie jeździcie? Ta tutaj to jak Maryni marły krowy, do kościoła poszła bidula, a tam ksiądz proboszcz jej mówi: postaw Marynia kapliczkę, to się zły urok odwróci. Jak ksiądz powiedział, tak Marynia zrobiła, i krowom jak ręką odjął. Ale to jak już tak jeździcie, to tam za górką, do tego pierwszego domu po prawej stronie jedźcie, tam taka furtka, za nią będą pieski i taki pan sam tylko z matką mieszka, a obok tego domu jest kapliczka w drzewie, bardzo stara i nikt o niej nie wie, bo ona w tym drzewie i nie widać jej wcale. Czytaj dalej

Noc na Jaworzu

Już od Tęgoborza nie było widać zbyt wiele, ale prawdziwa, gęsta mgła zaczęła mnie osaczać dopiero przy podejściu na Babią Górę. Przypomniał mi się zasłyszany w autobusie komunikat pogodowy, w którym pan Pogodynka dramatycznym głosem mówił o tym, że na Babiej sypie śnieg. Ale jaki może być związek pomiędzy oryginalną Babią Górą a jednym z jej klonów, a konkretnie Babią Górą w Pasmie Łososińskim Beskidu Wyspowego, gdzie teraz jestem? Jakiś jednak być musi. Może coś w rodzaju tunelu czasoprzestrzennego, przez który z tamtego babiogórskiego tysiąca siedmiuset metrów sypią się teraz na mnie całe garście zimowych artefaktów? Zły jestem, bo tego nie planowałem, nie zamawiałem i nie podoba mi się. Żeby tak w człowieka od razu śniegiem, pod koniec listopada, w górach? Czytaj dalej

Zegar w Murawkach

Nad kominkiem stoi niewielki, stylowy zegar, który tyka sobie dyskretnie i miarowo przez cały dzień i noc. Drewniana skrzynka z mnóstwem małych i dużych kółeczek, sprężynek i drucików. Tyle zabiegów tylko po to, żeby skrzynka miarowo tykała. Chyba, że chodziło tu jeszcze o coś więcej? Jakieś dodatkowe funkcje poza tykaniem? Być może wiedziałem coś o tym wczoraj, przedwczoraj, kiedyś, ale teraz to jest tylko niejasne wspomnienie, którego nie potrzebuję i któremu pozwalam odpłynąć w niebyt. Czytaj dalej

Zamek

Pierwsza myśl Jaki on piękny! W ciepłym świetle przedpołudnia zamek promieniał radosną czerwienią. Czerwona aura otaczała każdy załom muru i każdy postrzępiony fragment ściany. Wyglądało to tak, jakby zamkowe mury od wielu dni chłonęły wrześniowe słońce po to, by teraz zabłysnąć własnym blaskiem, przefiltrowanym wcześniej pracowicie i po wielokroć przez każdą czerwoną cegłówkę. Kwintesencja ceglanej czerwieni warmińsko-mazurskiej. Gotyckiej, choć niekoniecznie. Krzyżacko-pruskiej, choć nie zawsze. Dostojnej w wydaniu zamkowo-kościelnym i bezpretensjonalnej w murach starych domów i stodół. Ciemnej i ponurej pośród ciężkich chmur. Mieniącej się tysiącem odbić i odblasków, gdy skąpać ją w strugach wczesnojesiennej ulewy. Albo ciepłej i radosnej, takiej, jak tego dnia w Szymbarku. Czytaj dalej