Od lewej górnej dwójki do kutra wielorybniczego

Stomatologia i życie – podstawowe problemy i dylematy współczesnego człowieka

W gabinecie stomatologicznym, do którego uczęszczam, stoją dwa fotele, czyli tzw. unity. Na jednym z nich wyrysowane są kolorowe motyle, ozdobione dodatkowo świecącymi szkiełkami. Niestety, moje zęby są rozwiercane na unicie pozbawionym ozdób, co uważam za rażącą niesprawiedliwość. Jakby to przeczuwając, Doktor Z. prześwietliła ostatnio mojego zęba właśnie na fotelu z motylkami. Wnioski były takie, że to, co puchnie, nie puchnie wcale od jedzenia pieczonych ziemniaków. Puchnie mianowicie z powodów dużo poważniejszych i ukrytych znacznie głębiej zarówno w szczęce, jak i w czasie. Gdzieś kiedyś mogłem się uderzyć, mówi Doktor Z., a ja od razu przypominam sobie pewien epizod z liceum, kiedy to dostałem w szczękę od J.

Na dziś konkluzja jest taka, że będzie cięcie, grzebanie, wyciąganie, wypełnianie, wyklepywanie na przemian z piłowaniem, zatykaniem, membranowaniem i zszywaniem. Wszystko to, mam nadzieję, podlane przynajmniej kilkoma wiadrami środków znieczulających. Rozmyślając potem nad swoją przyszłością, ze wszystkich możliwych scenariuszy, jakie mnie mogą czekać, wybrałem drugi od gorszego końca. Oczywiście jest też całkiem prawdopodobne, że zejdę na amen. Zastanawiałem się nawet, czy od razu nie zamówić pod gabinet karawanu, ale ten drugi najgorszy wariant, mianowicie utrata dwójki (nomen-omen) wydał mi się po chwili bardziej zajmujący. Utrata dwójki może bowiem w poważny i decydujący sposób odmienić moje dotychczasowe życie. Nie wyobrażam sobie oczywiście dalszej egzystencji w Olkuszu bez dwójki. Nie mógłbym pokazać się w tym stanie w Biedronce czy na poczcie. Ktoś powie, że mogę zapuścić długie wąsy, ale to słaby pomysł. Miałem kiedyś średnie wąsy i z tego, co pamiętam, już wtedy większość jedzenia zostawała na zewnątrz. Wnioski są oczywiste i nie muszę ich tutaj streszczać. A więc pozostaje jedynie radykalna odmiana życia. Znalezienie miejsca, w którym brak dwójki nie będzie powodem do wstydu, ale do dumy, i to nieukrywanej. Przychodzi mi do głowy platforma wiertnicza. Następnie kuter wielorybniczy. Smolarstwo w Bieszczadach. Prowadzenie zajęć reedukacyjnych dla byłych więźniów zakładów karnych o zaostrzonym rygorze. Posada szamana w Jakucji. Opcji jest wiele. Ciekawe tylko, co na to Magda. Póki co przez cały tydzień przed operacją połykam codziennie antybiotyki. Mają zlikwidować wszelkie formy życia, które dobrodusznie goszczę w swoim fizycznym jestestwie, a które mogłyby wpaść na pomysł przejęcia kontroli nad moim organizmem w chwili pooperacyjnej słabości. Ponadto nie wolno mi biegać ani jeździć na rowerze. Oczywiście, właśnie teraz mam największa ochotę na bieganie i rower. Ogólnie sytuacja jest nieciekawa. Wprawdzie jestem biedny i z tego powodu mogę się nad sobą użalać, ale na Magdzie robi to coraz mniejsze wrażenie. A ja zawsze chciałem przede wszystkim robić wrażenie na Magdzie, w ten czy w inny sposób. Doktor Z. twierdzi, że mój przypadek nie jest ani najgorszy (rozczarowanie), ani jedyny (jeszcze większe rozczarowanie). Z drugiej strony, wiadomo o co chodzi – działanie psychologiczne, pocieszanie pacjenta. Już ja znam takie numery. Do godziny zero zostało jeszcze kilka dni i muszę w tym czasie zabrać się za sporządzenie listy. Pojęcia nie mam, co zabrać na kuter wielorybniczy. Muszę też pamiętać, żeby przed wyjazdem odnaleźć J. Mam nadzieję, że po tych wszystkich latach jest gruby, ociężały i pozbawiony refleksu. I że ma dwójkę, którą mogę mu wybić.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *