Grunwaldzkie nawrócenie

Za sprawą Sienkiewicza mam do Krzyżaków stosunek skomplikowany i niejednoznaczny. To, co w intencji autora książki miało związać mnie po wsze czasy ze świętą sprawą polskich zmagań z teutońskim najeźdźcą, zadziałało wręcz odwrotnie. Zbyszko i Jagienka sami w sobie byli już dla mnie wystarczającym argumentem, żeby opowiedzieć się po stronie Krzyżaków. Ponadto Krzyżacy wyglądali naprawdę pięknie w tych swoich białych płaszczach z ogromnymi czarnymi krzyżami. I mieli Malbork. W filmowym Grunwaldzie krzyżacka pieśń bojowa spodobała mi się bardziej od Bogurodzicy. A przy scenie śmierci Ulryka faktycznie się wzruszyłem. Zresztą z większością klasyki Sienkiewicza było u mnie nie tak, jak trzeba. W Ogniem i Mieczem wspierałem z całych sił powstanie Chmielnickiego, a w Potopie byłem za Szwedami, głównie ze względu na rajtarskie kolety, kapelusze z szerokim rondem i rapiery. W Panu Wołodyjowskim z jakiegoś powodu opowiedziałem się za sprawą Polaków, ale tam podobał mi się bardzo Kamieniec Podolski. Generalnie o moich wyborach decydowały raczej względy estetyczne, niż geopolityczne.

A zatem pod Grunwald przyjechałem z nastawieniem raczej prokrzyżackim. Na marginesie dodam, że Magda nie miała żadnego nastawienia, i to było w sumie dobre. Po godzinie spaceru przez pola grunwaldzkie moje dotychczasowe sympatie zaczęły się jednak łamać. Zadziałał duch miejsca. Pod jego wpływem przeszedłem stopniowo przez trzy fazy zmiany tożsamości. Faza pierwsza: no no, ładnie ich tutaj załatwili, naprawdę podziwu godne. Faza druga: ale nasi dali im tutaj łupnia, wgnietli ich w ziemię po czubki tych stalowych hełmów, zabierając sobie na koniec sterczące z nich pawie pióra. Faza trzecia: ale im dokopaliśmy, szwabstwo w pełnej rozsypce, ani zipnął jeden z drugim. Prawie słyszałem, jak Sienkiewicz i Zbyszko rechoczą zza grobu, Jagienka zaś wychyla się z tegoż i zwracając się w moją stronę szepcze czule: Mój Ci on.

Po opadnięciu fali emocji przechadzamy się dalej po grunwaldzkich polach, ja jako zdecydowany polonofil, Kefir zdecydowany gdzieś się wysikać, Miłka zdecydowana coś zjeść, Magda zdecydowanie ponad to wszystko. Po drodze znajdujemy dwa domniemane miejsca śmierci Ulryka. Zastanawiam się, o co chodziło. Że może Ulryk w jednym miejscu prawie już padł, ale potem jeszcze się podniósł i tak naprawdę padł dopiero dalej? Gdzie padł w takim razie najpierw – przy kamieniu czy przy ruinach kaplicy? Dopiero później, z zakupionej w sklepie z pamiątkami książki dowiedziałem się, że cała ta rekonstrukcja z pomników, kamieni pamiątkowych i tablic jest rekonstrukcją mniej więcej, z naciskiem na mniej. Pewien szwedzki badacz Grunwaldu zebrał w trakcie swoich prac przeszło sto szkiców, pokazujących początkowe rozmieszczenie obydwu armii i przebieg bitwy. Na każdym wyglądało to inaczej. Pewne jest w zasadzie tylko to, że bitwa się odbyła i że wygraliśmy. I że Ulryk gdzieś jednak w końcu padł.

Wracamy do samochodu. Magda z psami z przodu, ja ciągnę się z tyłu próbując pobyć jeszcze przed chwilę. Podobno tam z przodu słychać było, jak ja tu z tyłu podśpiewuję Bogurodzicę. Nieprawda, to była wiązanka innych piosenek patriotycznych i ku pokrzepieniu serc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *