Ugniatanie Obcego

W misce jest Obcy. Żółto-biały, kleisto-maziowaty, z tłustym połyskiem. Ma powtykane pomarańczowe grudki. Pewnie jakieś węzły nerwowe albo porty komunikacyjne. Straszne świństwo. Najpierw pojawiło się na obrzeżach Układu Słonecznego i zeżarło Tezeusza razem z większością jego pokręconej załogi. Potem zainfekowało Ikara, krążącego w termicznym kamuflażu wokół Słońca. Tamci byli bez szans jeszcze zanim zobaczyli gluta, przelewającego się przez próg niedomkniętej grodzi. A pomyśleć, że glut to była tylko taka podpucha, wabik na frajerów z Ziemi. A teraz mam to w misce…

A ja dziada ugniotę. Babę wielkanocną z niego zrobię. Ziemska tradycja kontra kosmiczna inteligencja bez świadomości. I co na to powie Peter Watts? Czuję w sobie moc. To jest moc tysięcznego zastępu gospodyń sprzed wieków. Stoją za mną milczącym murem włościanki z żelaza, szlachcianki ze spiżu i mieszczanki nie wiem dokładnie z czego, ale też twarde. Kobiety, co nie takie rzeczy ugniatały za okupacji ruskiej, germańskiej, szwedzkiej i jakiej tam jeszcze. Gniotę więc, a Magda patrzy na mnie z podziwem, bo gniotę nie tylko skutecznie, ale też z wielką gracją i niezwykłym wdziękiem. A Obcy wymięka. Gniot za gniotem. Każdy by wymiękł. Tak trzeba z nimi rozmawiać. Żadnych tam Przybywamy w pokoju, Witajcie Bracia w Rozumie. My do nich, oni do nas, nieważne. Zagniatać od razu. Ściszony szept pójdzie po całym Kosmosie, żeby uważać, bo tam, na tej Ziemi, to mają taki folklor, że ani Dzień dobry, ani Jak minęła podróż? , w ogóle ani słowa, tylko od razu do michy biorą i w milczeniu zagniatają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *