Wiosna
Trawers Pasma Smoleńsko-Niegowonickiego z Poręby Dzierżnej do Niegownic

Drogi do Lasów Udorskich pilnuje wyszykowany na podobieństwo starożytnego Janusa strach na wróble. Stwór posiada dwa różne oblicza, z których jedno skierowane jest na wschód, w stronę łąk, zaś drugie na zachód, w kierunku lasu. Także garderobę strach posiada podwójną, wschodnią i zachodnią. Nie jest do końca pewne, kto stracha wystawił i po co. Mógł to zrobić jakiś chłop z Poręby albo miejscowe bobry, które kilkaset metrów dalej urządziły sobie na strumieniu małe królestwo. W tym ostatnim przypadku byłby to strach na ludzi, co dalej nie wyklucza jego związku z Janusem, jak sądzę.

Między Porębą a Niegowonicami trwają wiosenno-zimowe zmagania. Zima usiłuje cofać się w sposób zorganizowany, ale na jej tyłach cały czas lądują nieprzeliczone przylaszczkowe desanty, które dezorganizują odwrót, zamieniając go w chaotyczną ucieczkę. Punkty o znaczeniu strategicznym – Góra Chełm, Ruskie Góry i Smoleń, są już na dobre opanowane przez gęste łany przebiśniegów. Ostatnią szansą jest oparcie obrony na linii przysiółków Syber-Syberia-Sachalin. Tutaj zima mogłaby nawet poczuć się trochę jak u siebie. Ale na dłuższą metę ta kampania jest już przegrana. Zimie nie pozostanie w końcu nic innego, jak wycofać się przez Mamlochy i Rozdartą Wronę w kierunku przystanku kolejowego ‚Jeżówka’. Topniejącym niedobitkom być może uda się jeszcze złapać poranny pociąg do Kielc.

Miejscowa ludność jest podzielona w swoich postawach wobec toczącej się kampanii. W Żelazku ludzie ograniczają się do dyskretnego wyglądania zza firanek. Za to w Cisowej właściciel samotnego gospodarstwa ugania się po rozległym areale swojego ogrodu z największymi grabiami, jakie kiedykolwiek widziałem. Pan tak bez kija idzie przez ten las? Bez kija. A dlaczego? Bo tu, Panie, dziki są. Jak w zeszłym roku poszedłem z psem na spacer, to od lasu tak nas dzik pogonił, że aż miło. Pies z miejsca dał w długą, prosto do domu, a to był Panie nie byle jaki pies, tylko rottweiler. A ja, Panie, migiem na tę wierzbę, co ją tam w polu widać.

Wieczorem dotarłem do Ruskich Gór i do okopów z pierwszej wojny światowej. Nie dalej niż kilka tygodni temu widziano, jak w środku nocy przechodził tędy maszerujący od strony Świniuszki człowiek z długą drewnianą dzidą, na której końcu przymocowany był nóż myśliwski Muela. Po dłuższej chwili z ciemności wyłoniła się idąca jego śladem grupa niewysokich stworów z obwisłymi biustami. W okolicy zaczęto potem mówić, że były znaki i że chyba będzie wojna (więcej o tych niezwykłych wydarzeniach – patrz tutaj).

Myślałem, żeby przespać się teraz w tych okopach, ale zabrakło mi w końcu odwagi. W nocy zerwał się wiatr i jeden z buków, do którego przywiązałem hamak, zaczął niemiłosiernie skrzypieć. Nad ranem wiatr ucichł, za to wraz ze świtem kanonadę rozpoczęły, za nic sobie mając palmową niedzielę, dzięcioły. Kiedy ruszałem dalej, zaczął sypać drobny śnieg. Zima próbowała kontratakować, nie przyjmując najwyraźniej do wiadomości, że jest szósta trzydzieści dwudziestego marca i że już od godziny trwa astronomiczna wiosna…




Jedna myśl nt. „Wiosna
Trawers Pasma Smoleńsko-Niegowonickiego z Poręby Dzierżnej do Niegownic

  1. maria

    Trudno komentowac , czyta sie z zainteresowaniem duzym i ochota wielka. Dzieki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *