Wyspy Skarbów

W jednej z kluczowych scen serialu Piraci kapitan Flint zakopuje na bezimiennej wyspie skrzynię wypełnioną hiszpańskim złotem. Zagubione na Karaibach miejsce to nic innego, jak Wyspa Skarbów z powieści Stevensona, która stała się źródłem popkulturowego mitu pirackiego i ponadczasowych marzeń o odnalezieniu bogactwa ukrytego w wielkiej skrzyni. Obejrzałem serial, przeczytałem książkę i zacząłem rozmyślać o lokalnych wyspach skarbów, o które otarłem się w ostatnim czasie. Pomijam miejsca typowe takie jak ruiny zamku w Rabsztynie, podziemia pod Olkuszem czy studnia przy nieistniejącej karczmie w Olewinie. Mniej oczywista jest na pewno kapliczka w Ostrężnicy. Miejscowi są zgodni co do tego, że budowla stoi w miejscu, gdzie niejaki Jędrzej Lasoń odnalazł skarb. Kto go tam ukrył? Być może żyjący kilkadziesiąt lat wcześniej sołtys Józef Stryczek, który nie zważając na kwestie patriotyczne, ograbił do spółki z innymi chłopami oddział powstańców styczniowych. Taka historia posiada pozory spójności. W 1863 roku Stryczek zagarnia powstańczą kasę. Część skarbu trwoni na niewyszukane uciechy, część ukrywa. Tę część odnajduje pod koniec wieku Lasoń. W miejscu znaleziska staje kapliczka. Otwarte pozostają pytania: jak dużą część skarbu ukrył Stryczek i czy Lasoń odnalazł wszystko?

Ale to jeszcze nie koniec. Zupełnie nieznana mi wcześniej wyspa skarbów wychynęła niedawno z oparów porannej mgły na północ od Jangrotu. Kilka dni temu w małym zagajniku przy Lesie Michałowiec szukałem banalnej, niemieckiej komory kablowej z drugiej wojny światowej. Rower zostawiłem nieopodal, przy polnej drodze. W pewnym momencie widzę z daleka, jak zatrzymuje się przy nim samochód, z którego wysiada mężczyzna w gumofilcach, kufajce i berecie z antenką. Podchodzę i mówię: dzień dobry! Mężczyzna odpowiada pytaniem: znalazł Pan złoto? Wybałuszam na niego oczy i wyjaśniam zgodnie z prawdą, że szukam niemieckiej komory kablowej. Mężczyzna patrzy na mnie przez chwilę w milczeniu, po czym puszcza oko i szeroko się uśmiecha. Potem opowiada mniej więcej taką historię: kiedyś, panie, polowałem w tym zagajniku. W środku nocy podjechała terenówka. Wysiedli z niej jacyś ludzie na czarno i zaczęli się kręcić po polach. Strzeliłem w powietrze, żeby ich przestraszyć, ale wtedy zaczęli iść prosto na mnie, to uciekłem. Chciałem tam wrócić z sąsiadem, ale mnie żona nie puściła. Rano dopiero pojechałem, a tu wszędzie rozkopane doły. Bo to złoto gdzieś tu, panie, jest!

Jestem pod wrażeniem. Jadę dalej przez Las Michałowiec i bardziej niż pod koła patrzę na boki, czy coś przypadkiem w krzakach nie błyska. Jeszcze później rozmawiam z podleśniczym z Cieplic i po tej rozmowie sytuacja się nieco wyjaśnia. W całej sprawie chodzi o złoto żydowskie. A konkretnie o złoto Żydów z Wolbromia, którzy w czasie drugiej wojny podczas ucieczki przed Niemcami podobno zakopali swoje bogactwa gdzieś w okolicy. Wieść gminna głosi przy tym, że nie podobno, ale na pewno, co zgodne jest z powszechnym u nas przekonaniem, że każdy Żyd zostawia za sobą złoty ślad. Nie może być inaczej. I dlatego miejscowi i przyjezdni od dziesięcioleci szukają, kopią i ryją, czyniąc to tak zapamiętale, że niedługo więcej będzie pod Jangrotem wykopów po poszukiwaczach skarbów, niż starych transzei z obu światowych wojen, a trzeba wiedzieć, że tych jest tutaj naprawdę dużo. Nikt też w okolicy nie uwierzy w chodzenie po krzakach w poszukiwaniu niemieckiej komory kablowej. Reakcją na takie wyjaśnienie może być co najwyżej szeroki uśmiech i puszczenie oka.

Wszystkie zebrane naprędce fakty pozwalają optymistycznie patrzeć w przyszłość. Koszt dojazdu pod Jangrot jest znikomy. Łopata kosztuje grosze. Jazda z łopatą na rowerze może wyglądać pretensjonalnie i obciachowo, trzeba więc doliczyć niewymierne, acz zapewne dotkliwe koszty psychologiczne. Za to dyskretny wykrywacz metalu można kupić już od pięciuset złotych. Myślę też, że do pracy najlepiej nadaje się wrzesień, czas wykopków, kiedy na polach można się zgubić w tłumie, nie budząc przy tym większych podejrzeń. Karaiby, Ostrężnica czy Jangrot – to w gruncie rzeczy jest bez znaczenia, jeśli tylko skrzynia będzie odpowiednio duża i ciężka…

Jedna myśl nt. „Wyspy Skarbów

  1. Michał

    Ponoć w Biedronce nawet za niecałe 200 zł można było wykrywacz nabyć :) więc jeszcze lepiej, do tego jakiegoś składaczka typy zardzewiałe Wigry i będzie OK. A „koszty” psychologiczne, cóż czasem życie wymaga poświęceń.

    Bardzo lubię Twoje wpisy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *