Ostatni zamek
Noc w ruinach zamku w Udorzu

Ostatni taki zamek na Jurze. Opuszczony, zaniedbany, zapomniany. Od lat konsekwentnie sprzeciwia się remontom, renowacjom, konserwacjom, rewitalizacjom i pomysłom na nowoczesne udostępnianie. Trwa pośród buków, na skraju cypla opadającego stromą ścianą do doliny Udorki. Tajemniczy i niedopowiedziany.

W późnym średniowieczu Iwo z Obiechowa próbował na miejscu pradawnych wałów wybudować warownię, ale się nie udało. Prace porzucono. Robotnicy rozbiegli się na cztery strony świata, gubiąc narzędzia i nie bacząc na gniew zleceniodawcy. Potem znikali jeden po drugim w niewyjaśnionych okolicznościach. Nie wiem, czy tak było, ale tak mogło być. Pewne jest, że odtąd we wszystkich opisach zamku pojawiają się te same, elektryzujące określenia: nieukończony, nigdy nie zamieszkany, porzucony w nieznanych okolicznościach…

Co tu się wydarzyło? Obstawiam wersję katarską. Na okoliczność budowy nowego zamku z zaświatów uaktywnili się dawni gospodarze tego miejsca, katarzy. Wyklęci przez oficjalny kościół heretycy mieli tu przybyć po tym, jak w 1244 roku padł ich ostatni bastion na zachodzie Europy, pirenejska twierdza Montsegur. Zamek w Udorzu wznoszono na planie pięcioboku. Tak samo, jak Montsegur. Ten związek dostrzegł profesor Jerzy Saba Dobrzański. Myśl rozwinął twórczo Michał Uruszczak, który chciał w okolicy stworzyć park kontemplacji. Miejsce oczekiwania na jeźdźców w czarnych habitach, którzy mają się tutaj ponownie pojawić u kresu czasów.

Spodziewałem się, że po północy niewielki dziedziniec wypełni się mnóstwem tajemniczych postaci. Gospodarze grodziska, wyklęci katarzy, zaginieni budowniczowie twierdzy rycerza Iwo, być może on sam. Do tego pomordowani przez Niemców partyzanci. Przezornie zrobiłem im wszystkim miejsce, przesuwając się z hamakiem na bok, na sam skraj zamkowego wzgórza. Ale w nocy nic się wydarzyło. Zaskoczyła mnie za to mnogość docierających tutaj odgłosów cywilizacji. Traktory, volkswageny golfy w drodze na dyskotekę, spontaniczna impreza plenerowa ze śpiewami, samochody na drodze Żarnowiec-Pilica, pociągi na trasie Wolbrom – Tunel (!). A nad tym wszystkim ruchliwy korytarz powietrzny. Cisza tylko o świcie, do pierwszego dzięcioła.

Poranną kawę gotowałem pod bukiem, na którym ktoś z wielkim zaangażowaniem wyrył wielkie serce i napis MIŁOŚĆ.

Dwa tygodnie później w niedzielny poranek przywiozłem tu Magdę. Dzień był pogodny i wietrzny. Zimna Zośka. Zamkowe wzgórze tonęło w szeleście bukowych liści. Żadnych odgłosów z zewnątrz. Magda powiedziała, że jej się podoba. I znalazła na dziedzińcu kamień w kształcie serca…

SAM_8912

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *