Noc Wielkiego Księżyca

Raz na kilkadziesiąt lat Księżyc przechodzi przez perygeum, czyli punkt orbity położony najbliżej Ziemi. Pełnia jest u nas wtedy wyjątkowo spektakularna. Wielki Księżyc pojawił się właśnie w tym roku, w nocy 14 listopada, i wtedy Kefir postanowił od nas odejść. Zmarł około dwudziestej, mniej więcej cztery godziny po tym, jak wielka, srebrna tarcza pojawiła się na niebie. Był z nami właściwie od samego początku. Kiedy na dobre pojawiliśmy się My – pojawił się i On. Przyszedł do nas z północy. O jego przeszłości nic więcej nie wiemy. Nauczyliśmy się przy nim wiele. O nim, o sobie samych i o nas nawzajem. Nie przypominam sobie właściwego żadnego ważnego wydarzenia, na które nie padłby z tej czy z tamtej strony cień jego kłapciatych, naprawdę stanowczo za dużych uszu. Na koniec dał nam jeszcze jedną lekcję. To była zamknięta w jego ostatnim oddechu wielka tajemnica życia i śmierci, wspólna dla wszystkich stworzeń małych i dużych. Zaraz potem wyruszył dalej. Być może uznał, że teraz wiemy już wszystko i możemy sobie już radzić sami. Kto wie, czy nie zmierza na południe. W końcu zawsze podejrzewaliśmy, że jest pierwszym (i jednocześnie ostatnim) przedstawicielem szlachetnego gatunku charcików prowansalskich. A może wraca na północ, tam, skąd kiedyś do nas przyszedł? Magda mówi, że skończyła się pewna epoka. To prawda.

Jedna myśl nt. „Noc Wielkiego Księżyca

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *