Sprawy na śniegu

Tropimy. Linijka, aparat, gps. Arkusz mapy z wyznaczonymi trasami. Plecy zgięte, nos przy ziemi, wzrok utkwiony w białym. A sprawy na śniegu są powikłane i niejednoznaczne. Na stokówce pod Otrytem wilk udaje rysia. Na tej samej drodze, kilka kilometrów wcześniej, w cienkiej warstwie świeżego śniegu pojawiają się znienacka tropy niedźwiedzia. Zwierzę maszerowało tędy przez chwilę, całkiem niedawno, po czym znikło. Nie ma śladów na lewo, nie ma na prawo. Paralotniarz? Gdzieś pomiędzy tymi dwoma zdarzeniami, matka niedźwiedzica przekracza wciąż tę samą, prawdopodobnie najdłuższą stokówkę na świecie. Próbują za nią nadążyć dwa niedźwiadki, które wcześniej sturlały się chyba ze stromego stoku, zostawiając za sobą przetarte w śniegu rynny, od których prowadzą dalej drobne (!), misiowe tropki (!).

Tropimy dalej. Inna niedźwiedzica z małym przemaszerowała niespiesznie przez rozległą łąkę, tuż przed oknami leśniczówki w Prełukach. Trzy albo cztery wilki wychynęły z lasu na rozległą halę nad Smolnikiem, aby na otwartej przestrzeni rozsypać się szerokim wachlarzem na wszystkie strony. Nie trzy zatem ani nie cztery, ale piętnaście, a może i dwadzieścia. Na pokrytej lodem bocznej drodze – wielki jeleń, vel mały żubr, vel szalona krowa-indywidualistka. Drogą na Wolę Michową idzie samotny człowiek, po czym znika. Nie do wytropienia. Droga na przełęcz Żebrak kończy się volksawegenem golfem. Z szeroko otwartego bagażnika dwaj miejscowi wyciągają wódeczkę i dyndającą na końcu wielkiego noża zakąskę, na pierwszy rzut oka grzybek albo śledzik. Dalej, za nimi, zwały śniegu aż po Chryszczatą. To była chyba jedyna chwila, kiedy naprawdę się przestraszyliśmy.

Pomimo wątpliwości, przez trzy bite dni tropimy zażarcie i z największym zaangażowaniem. Pierwszego dnia nie jest najlepiej. Mylimy lisa z wilkiem, tworząc na tę okazję roboczą kategorię mały wilk. Ale już nazajutrz Magda zatroskanym, spokojnym głosem, przynależnym profesjonalistom, ostrzega państwa na spacerku z pieskiem, że TU SĄ WILKI. Odjeżdżamy powoli patrząc w lusterkach wsteczne, w których widać, jak państwo z pieskiem zawracają w popłochu i w przyspieszonym tempie oddalają się w kierunku swojej kwatery. I słusznie, bo z wilkami nie ma żartów.

PS

Po trzydniowej akcji tropienia mój świat nigdy już nie będzie taki sam. Wczoraj w okolicach Dubia stwierdziłem obecność sporej watahy wilków, do czego wystarczył mi płat zleżałego śniegu trzy na trzy metry. Człowiek uczy się przez całe życie, i to bardzo różnych rzeczy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *