Dębologia stosowana

Dęby nad Baryczą dzielą się na te, które podziwiam, które lubię i których się boję. Dęby pierwszego rodzaju uczęszczały do solidnej, pruskiej szkoły z nieogrzewanym internatem i nadreprezentacją przedmiotów wojskowych. Dotrwały do końca nauki i otrzymały świadectwo z wyróżnieniem. Teraz maszerują równymi rzędami wzdłuż parkowych alei, grobli i dróg. Piorun, choroba, piła i starość czynią w ich szeregach straszliwe wyrwy. Słabsze nie nadążają, padają, osuwają się na pobocze, do rowów, albo wprost do wody, jeśli kolumna zmierza akurat przez wąską groblę. Silne pozostają niewzruszone. Im więcej wokół spustoszeń, tym bardziej dziarsko zadzierają konary. I trwają. Są jak napoleońska Stara Gwardia, która nie cofa się nigdy. Te dęby podziwiam.

Dęby drugiego rodzaju uczęszczały wprawdzie do tej samej szkoły, ale w którymś momencie wybrały wolność. Wyobrażam sobie, jak w bezksiężycową, ciemną noc uciekają z koszar. Przeskakują przez mur i znikają w mroku, zostawiając za sobą odgłos delikatnego szurania, który szybko ginie w porannej mgle. Skazane na wieczną banicję, wędrują po świecie, przeważnie pojedynczo, czasem małymi grupkami. Stare, sękate, połamane, zatrzymują się w leśnych ostępach, gdzie są przyjmowane przez inne drzewa z szacunkiem i nabożną czcią. Niektóre, zmęczone już życiem, znajdują sobie jakieś malownicze miejsce z widokiem na staw, leśne jeziorko, wzgórze albo polanę. Zostają tam, zamierając w niezwykłych pozach, w których odczytać można burzliwe koleje ich losów. Te dęby lubię najbardziej.

Są jeszcze dęby opętane. Szalone. W ich poskręcanych pniach i konarach widać sylwetki zastygłych demonów. Nie wiem, czy to potwory wybrały sobie drzewa na ziemską siedzibę, czy może to drzewa, łowcy potworów, uchwyciły przebiegającego obok złego i trzymają go mocno w sękatej garści, aby ten nie mógł już dłużej grasować po świecie. Wolałbym, żeby prawdziwa była ta druga wersja. Ale nawet jeśli tak jest, to ja tych dębów się boję.

Taka w zarysie jest dębologia znad Baryczy. I niech jurajskie buki wybaczą mi tę nową fascynację…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *