Miechówka

Jeszcze rok temu wyglądała jak starożytna gontyna tkwiąca w samym środku pól. Pokrzywiona i pochylona, sprawiała wrażenie, jakby stała tutaj od zawsze. Przejeżdżałem wtedy obok niej samochodem i jak to często bywa w takich przypadkach, nie chciało mi się zatrzymywać. Od tamtego czasu przy kapliczce pojawiło się ogrodzenie z betonowych prefabrykatów. Jego brzydota przelała się na budowlę, która wygląda teraz mniej starożytnie, za to bardziej ruderalnie. Zresztą z tą starożytnością to też naciągana sprawa, bo kapliczki nie ma nawet na mapach z pierwszej połowy XX wieku.

Na pierwszy rzut oka duch uleciał już z tego miejsca. Jedyne, co jeszcze można tu robić, to kontemplować szczegóły. Drewniane, pokrzywione drzwi zawieszone na wygiętych finezyjnie zawiasach i zamykane na druciany haczyk. Drewniany krucyfiks w szczycie. Wewnątrz na ścianach zestaw świętych obrazków. Drewniana podłoga z desek, które uginają się przy każdym kroku. W stropie okrągły otwór, więc może kiedyś na dachu była wieżyczka z sygnaturką. Zamknąłem się na chwilę w środku, żeby posłuchać. W marcowym wietrze kapliczka chwiała się delikatnie i skrzypiała. Ze stropu posypały się drobne trociny. Pod deskami podłogi coś zaszurało. Wokół na chwilę uniósł się zapach drewna i starych ziół. Może jednak z tym duchem nie jest do końca tak, że wyfrunął w siną dal? Może zaszył się tylko głębiej w tych starych deskach? Minęło kilka dłuższych chwil, a mnie jakoś nie chciało się stamtąd wychodzić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *