Kasina, jesień i nocne pociągi

Pierwsze godziny jesieni. Deszcz, mgła i chłód. Stara stacja kolejowa w Kasinie wygląda w tej scenerii jak kadr z nostalgicznego filmu o pożegnaniach, samotności i ludzkiej niedoli. Budynek powoli znika w wieczornym mroku, otulony szpalerem kasztanowców. Kasztany nad głową, kasztany pod nogami. Jutro rano Magda wyzbiera je wszystkie, przemykając zgrabnie między kałużami i przemakając przy tym niemal do suchej nitki.

Spałem już na peronie i na kilku halach dworcowych, ale nigdy na stacji przerobionej na pensjonat. W naszym pokoju była może kasa biletowa, a może poczekalnia. Pijemy kawę, jemy ciastka i zastanawiamy się, ilu ludzi przewinęło się przez to miejsce od 1880 roku, kiedy otwarto kolej. Ja myślę o chłopach z górskich przysiółków, którzy porzucili galicyjską nędzę i wyruszyli w tułaczkę do Nowego Świata. Magda – o Żydach wywożonych przez Niemców.

W pensjonatowej biblioteczce znalazłem przewodnik Krygowskiego po Beskidach z 1965 roku. Jest tam napisane, że Kasina ma zadatki na miejscowość letniskową, a jej niezaprzeczalny atut to elektryfikacja. Muszę się zgodzić, że elektryfikacja znacząco ułatwia pobyt w Kasinie. Rezygnujemy z niej dopiero przed północą. A po północy stało się coś nieoczekiwanego. Przez stację w Kasinie przejechał pociąg. Linią, która od lat oficjalnie jest już zamknięta i którą otwiera się jedynie na kilka letnich kursów turystycznych w stylu retro. Ale ta nocna, jesienna lokomotywa spalinowa z kilkoma wagonami towarowymi była jak najbardziej prawdziwa. Następnej noc to samo, tym razem około dwudziestej drugiej. Austriacy transportują wojsko na front wschodni? Czy my o czymś nie wiemy???

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *