Archiwum kategorii: Małe przygody

Świątek z dziupli

Zatrzymujemy się w polach pomiędzy Ryglicami a Kowalową. Na rozstaju dróg, pod starą lipą stoi krzyż z kapliczką. Krzyż betonowy, takich nie lubię, na szczęście drewniana kapliczka dodaje mu trochę ciepła. Od strony samotnego gospodarstwa idzie w naszą stronę kobieta z małą dziewczynką. Babcia i wnuczka, jak się okazuje. Obydwie bardzo rozmowne. Więc państwo tak po kapliczkach sobie jeździcie? Ta tutaj to jak Maryni marły krowy, do kościoła poszła bidula, a tam ksiądz proboszcz jej mówi: postaw Marynia kapliczkę, to się zły urok odwróci. Jak ksiądz powiedział, tak Marynia zrobiła, i krowom jak ręką odjął. Ale to jak już tak jeździcie, to tam za górką, do tego pierwszego domu po prawej stronie jedźcie, tam taka furtka, za nią będą pieski i taki pan sam tylko z matką mieszka, a obok tego domu jest kapliczka w drzewie, bardzo stara i nikt o niej nie wie, bo ona w tym drzewie i nie widać jej wcale. Czytaj dalej

Biegnący w Bucie

oglądani przez niebiegnącego

Szczyrk, piątek. Wczesne popołudnie. Kino Beskid oblężone przez armię czerwoną. Ludzie w czerwonych koszulkach są pochłonięci organizacją. Prostują przekrzywione i układają rozsypane. Upiększają brzydkie, naprawiają popsute i ulepszają niedoskonałe. Przybijają gwoździami albo przynajmniej przylepiają taśmą. Oznaczają, wskazują, informują. Że tędy, że tutaj, że BUT. O szesnastej rusza rejestracja. Pojawiają się uczestnicy, ludzie biegający, homo runnensis. Nowi bohaterowie dramatu próbują wziąć szturmem czerwoną redutę. Ale nie mają szans, podlegają bowiem bezwzględnej pacyfikacji już przy pierwszym stoliku, gdzie cały dobytek biegacza musi zostać przez niego okazany do powszechnego wglądu i weryfikacji. Nie ma tego wiele. Gwizdek i folia NRC. Kubek i czołówka. Ważne są też buty. Ludzie w czerwonym muszą wszystko odhaczyć na swoich listach. Bez tego nici z biegania. Można co najwyżej na deptak nad Żylicą. Dlatego ten i ów musi ruszać na miasto w poszukiwaniu kubka czy baterii do czołówki. W ten piątek w Szczyrku nie ma litości. Potem deklaracje. Zapoznali się, przyjmują do wiadomości i na wszystko się zgadzają. Niektórzy próbują protestować, większość wygląda na pogodzonych z losem. Człowiek podpisze każdy papier, żeby tylko puścili go w końcu na trasę. Na koniec numer startowy, mapa, zaawansowane urządzenie do pomiaru czasu. Potem znikają mi z oczu. Wracają na odprawę, po informacje od Organizatorów. Start o czwartej rano. Biegniemy tędy i tędy. Punkty odżywcze tu i tu. Niedźwiedź jest, ale tam akurat nie biegniemy. Dzika możemy spotkać, wtedy dalej biegniemy. Po odprawie znowu znikają. Zastanawiam się, jak to jest ze spaniem w taką noc. Z moim w każdym razie jest marnie. Czytaj dalej

Oblężenie Malborka

Pierwsze dotkliwe straty ponieśliśmy jeszcze u stóp zamku. Niewinnie, co tam zresztą niewinnie, zachęcająco wręcz i bardzo przyjaźnie wyglądający parking okazał się pułapką na miarę średniowiecznych wilczych dołów, do których łatwo jest wpaść, a zdecydowanie trudniej się z nich wygrzebać. Typowy lep na naiwnych. Złość, że znaleźliśmy się w ich gronie. Parkingowymi biletami za dwadzieścia pięć złotych od samochodu osobowego można by oblepić od stóp do głów największy w świecie pomnik chciwości, który, jak widać, niekoniecznie musi przedstawiać zakopiańskiego górala. Czytaj dalej

Grunwaldzkie nawrócenie

Za sprawą Sienkiewicza mam do Krzyżaków stosunek skomplikowany i niejednoznaczny. To, co w intencji autora książki miało związać mnie po wsze czasy ze świętą sprawą polskich zmagań z teutońskim najeźdźcą, zadziałało wręcz odwrotnie. Zbyszko i Jagienka sami w sobie byli już dla mnie wystarczającym argumentem, żeby opowiedzieć się po stronie Krzyżaków. Ponadto Krzyżacy wyglądali naprawdę pięknie w tych swoich białych płaszczach z ogromnymi czarnymi krzyżami. I mieli Malbork. W filmowym Grunwaldzie krzyżacka pieśń bojowa spodobała mi się bardziej od Bogurodzicy. A przy scenie śmierci Ulryka faktycznie się wzruszyłem. Zresztą z większością klasyki Sienkiewicza było u mnie nie tak, jak trzeba. W Ogniem i Mieczem wspierałem z całych sił powstanie Chmielnickiego, a w Potopie byłem za Szwedami, głównie ze względu na rajtarskie kolety, kapelusze z szerokim rondem i rapiery. W Panu Wołodyjowskim z jakiegoś powodu opowiedziałem się za sprawą Polaków, ale tam podobał mi się bardzo Kamieniec Podolski. Generalnie o moich wyborach decydowały raczej względy estetyczne, niż geopolityczne. Czytaj dalej

Ziemie zachodnie

Olkusz-Płoki-Podlesie-Bór Biskupi-Knieje-Sławków-Krzykawa-Laski-Olkusz

Wieczór, okolice letniego przesilenia. Za oknem wiatr przegania po niebie kłębiaste chmury. Zimno. Magda rozlewa gorące kakao do zimowych filiżanek. Myślę, że trzeba gdzieś iść, bo zaraz spadnie śnieg. Mija kilka dni. To zawsze jest problem: gdzie iść, co zabrać i czy w ogóle warto. Przez ten czas na świecie robi się trochę przyjemniej, wraca nadzieja na lato. Idę w końcu na zachód, żeby za jednym zamachem zaliczyć wszystkie miejsca, do których do tej pory nie dotarłem tylko dlatego, że są za blisko domu. Czytaj dalej