Archiwum kategorii: Miejsca czarowne

Stary dom w Zagórowej

Przejmujące i malownicze. Smutne i piękne. Dogorywające spokojnie w środku wsi, na jednym lub drugim jej końcu albo gdzieś całkiem na uboczu. Stare, opuszczone domy. Nie mam większych oporów, żeby do nich zaglądać. Kiedy już wiem, że na pewno nikt tam nie mieszka, pukam najpierw do drzwi, jeżeli te w ogóle jeszcze są. Z reguły nikt mi nie odpowiada. Dla pewności czekam jeszcze przez chwilę i w końcu wchodzę do środka. Raczej niczego nie dotykam. Trochę oglądam. Przede wszystkim słucham. Cisza panująca w tych domach jest szczególna i jedyna w swoim rodzaju. To ona interesuje mnie najbardziej. Cisza po niegdysiejszej krzątaninie, po czyjejś obecności, po życiu wciąż jeszcze obecnym w tym lub tamtym kącie cieplejszym od pozostałych. Cisza po radościach i smutkach, ambicjach i planach, po codziennych zmaganiach napędzanych wolą przetrwania. Czasem w tej ciszy pojawia się jakiś szmer, stuknięcie, westchnienie. Wtedy wiadomo, że po domu wciąż jeszcze krążą porzucone wspomnienia. Nikomu już nie potrzebne, snują się nieraz całymi latami pomiędzy zimnymi ścianami, czepiając się porozrzucanych w nieładzie przedmiotów i pajęczyn. Potem przychodzi w końcu któraś z tych zimnych, listopadowych nocy. Przez dawno wybite szyby do środka wdziera się wściekły, jesienny wicher i jednym, zimnym podmuchem wymiata ostatnie, słabe echo dawnych rozmów, śmiechów i milczeń. I wtedy dom milknie na zawsze, a opuszczenie staje się pełne i doskonałe. Czytaj dalej

Szwedzka Droga

Droga zaczyna się w samym sercu Nowej Góry. Tutaj, na rozstaju dawnych traktów, na wysokiej kamiennej kolumnie siedzi zafrasowany Chrystus, który pomimo upływu wieków wciąż wypatruje nadciągających od strony Krzeszowic Szwedów. Ale dziś może to być co najwyżej furgonetka Ikei, przewożąca zestaw praktycznych mebli do samodzielnego złożenia. Za kierownicą chłopak z Ostrężnicy albo z Filipowic. Meble z mazurskiego drewna. Marna namiastka dawnej, wojowniczej Skandynawii. Ale w połowie XVII wieku wizyta Szwedów miała zgoła odmienny charakter. Cel w sumie podobny, chodziło o zarobek, metody były jednak uszyte na miarę tamtych czasów, nie bez powodu zwanych krwawym stuleciem. Czytaj dalej

Zieleń


Zielony hamak wisi rozpięty pomiędzy bukami rosnącymi na małej przełączce. W dole biegnie droga, którą przemierzyłem już wiele razy. Stamtąd przełączka wydaje się głębsza i bardziej rozległa, a skały po obydwu jej stronach bardziej strzeliste. Właśnie przestało padać i las pełen jest wodnych szmerów. Deszcz cały czas spływa z wysokich bukowych koron. Przystaje drobnymi kropelkami na świeżych liściach, potem małymi kaskadami spada w dół po zielono-srebrnych pniach. Kiedy słońce wychodzi zza kudłatych chmur, cały las w jednej chwili rozświetla się tak, jakby ktoś rozsypał pomiędzy konarami miliony małych lusterek z zielonego szkła. Czytaj dalej

Młyny w Dolinie Dłubni

Dłubnia od Imbramowic do Raciborowic

Ze starą mapą w garści i czapką naciągniętą na uszy szukam młynów w Dolinie Dłubni. Zimne, październikowe słońce wspina się coraz niżej po błękitnym niebie, podczas gdy wiatr z wielką zajadłością zrywa z drzew ostatnie liście. Młyny, pochowane latem wśród nadrzecznej zieleni, teraz nie mają się gdzie ukryć. Imbramowice, Wysocice, Grzegorzewice, Wilczkowice, Młodziejowice. Wszędzie z daleka widać charakterystyczne, pudełkowate kształty. Kiedy je budowano, nikt specjalnie nie myślał o harmonii kształtów i o estetycznych doznaniach młynarza i jego klientów. Żadnych ozdobnych dodatków, czysta funkcjonalność. Jeżeli dziś mają w sobie coś, przez co miło jest na nie patrzeć, to jest to efekt niezamierzony. Dyskretny urok prostej, drewnianej bryły. Z potencjalną niespodzianką w postaci wielkiego koła na jednej ze ścian. Czytaj dalej

Pozdrowienia znad morza

Urlop w Rewalu

Kiedyś wydarzyła się tutaj pewna prosta historia miłosna. On był rybakiem, a ona pasła gęsi. Czy on był Polakiem, Prusakiem czy może Szwedem – tego nie wiadomo tak samo jak tego, czy ona była stara czy młoda. To co jest pewne to to, że on cały trząsł się z miłosnego uniesienia, a ona nie była specjalnie hoża. Pokonali liczne przeszkody, a potem żyli długo i szczęśliwie. Wspomnieniem po nich są nazwy miejscowości. Trzęsacz, Niechorze, a pomiędzy nimi Rewal, gdzie u stóp klifu urządzali sobie schadzki. Taką historię opowiada Magda i nie mam powodów, żeby jej nie wierzyć. Czytaj dalej