Archiwum kategorii: Miejsca czarowne

Zegar w Murawkach

Nad kominkiem stoi niewielki, stylowy zegar, który tyka sobie dyskretnie i miarowo przez cały dzień i noc. Drewniana skrzynka z mnóstwem małych i dużych kółeczek, sprężynek i drucików. Tyle zabiegów tylko po to, żeby skrzynka miarowo tykała. Chyba, że chodziło tu jeszcze o coś więcej? Jakieś dodatkowe funkcje poza tykaniem? Być może wiedziałem coś o tym wczoraj, przedwczoraj, kiedyś, ale teraz to jest tylko niejasne wspomnienie, którego nie potrzebuję i któremu pozwalam odpłynąć w niebyt. Czytaj dalej

Zamek

Pierwsza myśl Jaki on piękny! W ciepłym świetle przedpołudnia zamek promieniał radosną czerwienią. Czerwona aura otaczała każdy załom muru i każdy postrzępiony fragment ściany. Wyglądało to tak, jakby zamkowe mury od wielu dni chłonęły wrześniowe słońce po to, by teraz zabłysnąć własnym blaskiem, przefiltrowanym wcześniej pracowicie i po wielokroć przez każdą czerwoną cegłówkę. Kwintesencja ceglanej czerwieni warmińsko-mazurskiej. Gotyckiej, choć niekoniecznie. Krzyżacko-pruskiej, choć nie zawsze. Dostojnej w wydaniu zamkowo-kościelnym i bezpretensjonalnej w murach starych domów i stodół. Ciemnej i ponurej pośród ciężkich chmur. Mieniącej się tysiącem odbić i odblasków, gdy skąpać ją w strugach wczesnojesiennej ulewy. Albo ciepłej i radosnej, takiej, jak tego dnia w Szymbarku. Czytaj dalej

Stary dom w Zagórowej

Przejmujące i malownicze. Smutne i piękne. Dogorywające spokojnie w środku wsi, na jednym lub drugim jej końcu albo gdzieś całkiem na uboczu. Stare, opuszczone domy. Nie mam większych oporów, żeby do nich zaglądać. Kiedy już wiem, że na pewno nikt tam nie mieszka, pukam najpierw do drzwi, jeżeli te w ogóle jeszcze są. Z reguły nikt mi nie odpowiada. Dla pewności czekam jeszcze przez chwilę i w końcu wchodzę do środka. Raczej niczego nie dotykam. Trochę oglądam. Przede wszystkim słucham. Cisza panująca w tych domach jest szczególna i jedyna w swoim rodzaju. To ona interesuje mnie najbardziej. Cisza po niegdysiejszej krzątaninie, po czyjejś obecności, po życiu wciąż jeszcze obecnym w tym lub tamtym kącie cieplejszym od pozostałych. Cisza po radościach i smutkach, ambicjach i planach, po codziennych zmaganiach napędzanych wolą przetrwania. Czasem w tej ciszy pojawia się jakiś szmer, stuknięcie, westchnienie. Wtedy wiadomo, że po domu wciąż jeszcze krążą porzucone wspomnienia. Nikomu już nie potrzebne, snują się nieraz całymi latami pomiędzy zimnymi ścianami, czepiając się porozrzucanych w nieładzie przedmiotów i pajęczyn. Potem przychodzi w końcu któraś z tych zimnych, listopadowych nocy. Przez dawno wybite szyby do środka wdziera się wściekły, jesienny wicher i jednym, zimnym podmuchem wymiata ostatnie, słabe echo dawnych rozmów, śmiechów i milczeń. I wtedy dom milknie na zawsze, a opuszczenie staje się pełne i doskonałe. Czytaj dalej

Szwedzka Droga

Droga zaczyna się w samym sercu Nowej Góry. Tutaj, na rozstaju dawnych traktów, na wysokiej kamiennej kolumnie siedzi zafrasowany Chrystus, który pomimo upływu wieków wciąż wypatruje nadciągających od strony Krzeszowic Szwedów. Ale dziś może to być co najwyżej furgonetka Ikei, przewożąca zestaw praktycznych mebli do samodzielnego złożenia. Za kierownicą chłopak z Ostrężnicy albo z Filipowic. Meble z mazurskiego drewna. Marna namiastka dawnej, wojowniczej Skandynawii. Ale w połowie XVII wieku wizyta Szwedów miała zgoła odmienny charakter. Cel w sumie podobny, chodziło o zarobek, metody były jednak uszyte na miarę tamtych czasów, nie bez powodu zwanych krwawym stuleciem. Czytaj dalej

Zieleń


Zielony hamak wisi rozpięty pomiędzy bukami rosnącymi na małej przełączce. W dole biegnie droga, którą przemierzyłem już wiele razy. Stamtąd przełączka wydaje się głębsza i bardziej rozległa, a skały po obydwu jej stronach bardziej strzeliste. Właśnie przestało padać i las pełen jest wodnych szmerów. Deszcz cały czas spływa z wysokich bukowych koron. Przystaje drobnymi kropelkami na świeżych liściach, potem małymi kaskadami spada w dół po zielono-srebrnych pniach. Kiedy słońce wychodzi zza kudłatych chmur, cały las w jednej chwili rozświetla się tak, jakby ktoś rozsypał pomiędzy konarami miliony małych lusterek z zielonego szkła. Czytaj dalej