Archiwum kategorii: Wędrówki w siną dal

Wędrówka na Wschód

Z Kalwarii Zebrzydowskiej do Iwonicza Zdroju

Sierpniowy poranek pod klasztorem w Kalwarii Zebrzydowskiej. Wokół ani żywego ducha. Po krótkim pożegnaniu Magda odjeżdża w siną dal, a ja zostaję pod barokową figurą Jana Nepomucena, niezdecydowany, strapiony i już pogrążony w tęsknocie. Dopiero teraz wokół zrobiło się naprawdę pusto. Po dłuższej chwili zbieram się w sobie i powoli ruszam. Kiedy przechodzę obok kamiennych świętych stojących na filarach przed kościelnym dziedzińcem, z góry dochodzą mnie ich ściszone głosy. Ach, jaki on odważny! Lecz, czy aby mu się uda? Te upały! No i spodziewane burze! Taki młody, w taką drogę, no i na dodatek sam… Ale dokąd właściwie? Nie powiedział, niestety… Nie powiedział, bo sam dobrze nie wie.

Czytaj dalej

W stronę niedźwiedzia
Wędrówka z Olkusza do Zakopanego

sam_9143_resize

Po co ludziom potrzebny był duży mózg? Żeby wędrować przez dzicz*.

Zabieram swój duży mózg i wyruszam w stronę gór. Na Bukowej spotykam człowieka polującego na grzyby. Widać, że coś jest nie tak. Pusty kosz. Duże, przestraszone oczy. Panie, jak stąd na Osiek? Tłumaczę mu, którędy iść. Nie mówię, że na Szczygłówku, dokładnie pomiędzy Bukową i Osiekiem, grasuje zwodzijoc – demon, co ludziom myli drogi. Czasem lepiej jest wiedzieć mniej niż więcej. Jeśli wyrzuci go pod Niesułowicami, wróci do Osieka autobusem przez Olkusz.

W polach za Nową Górą napęczniałe kłosy pszenicy pękają w gorącym słońcu. Szelest rozbrzmiewa nieprzerwanie wzdłuż Szwedzkiej Drogi aż do miejsca, gdzie pole pszeniczne się kończy, a zaczyna pole owsiane, po sąsiedzku z kukurydzianym. Kamienny krzyż pod starym drzewem jakby bardziej pochylony od ostatniego razu.

Na Bartlowej Górze zaczynam się martwić. Idę za szybko czy za wolno? Będzie burza czy nie? W Krzeszowicach do pizzy podają bezalkoholowe mojito w uroczych słoiczkach z uszkiem. Ale ja i tak się martwię. W lesie pod Czernichowem robaczek świętojański. Tylko jeden. I już zmartwienie. Poza tym martwiące jest, że rozbiłem się chyba zbyt blisko partyzanckiego pomnika. W nocy coś łazi koło hamaka. Ma cztery nogi, więc raczej nie partyzant. Rano budzę się smutny i zmartwiony. Najchętniej wracałbym do domu, ale wstyd.

Czytaj dalej

Jeszcze dalej na południe

Z Olkusza na Babią Górę przez Dulową, Alwernię, Wadowice, Leskowiec, Lachowice i Jałowiec, 112km/42h/+3030m

Co jest na południu?
Rok 2010. Na samym początku Trawers południowy. Skromnie. Niewiele dalej, niż za ostatnie  olkuskie blokowiska. Ale zaraz potem Akcja Pielgrzym. Trochę śmielej, pod Lgotę i Płoki. Krótki oddech i znowu dalej. Południk 19.34. Tym razem całkiem poważna akcja, której nie ma się co wstydzić. Jak już wyszedłem, to skończyłem pod Wadowicami. Co jest takiego w wychodzeniu z domu i maszerowaniu właśnie na południe? Co jest na południu bardziej i lepiej niż w inną stronę? Po co przedzierać się przez architektoniczny koszmar Osiedla Młodych, skoro idąc na północ albo na wschód w porządnym lesie można się znaleźć zaraz po wyjściu z domu? No więc, co tam jest? Góry. To jest argument. Ze wszystkich dostępnych kierunków marszu, ten jest najbardziej górzysty. A następnie jakaś nieokreślona tęsknota za tym, co za górami. Dunaj. Ciepłe kraje. Kolebki cywilizacji. Morze Śródziemne. Afryka. Gdzieś tam rośnie drzewo w miejscu, gdzie rosło drzewo, z którego przodek któregoś ranka zlazł i poszedł przed siebie wymachując sękatym kijem. Choć w przypadku mojego przodka mogło być inaczej. Biorąc pod uwagę charakterystyczną w mojej rodzinie niechęć do zmian, przodek sam z siebie raczej nie zlazł. Prędzej spadł z drzewa i nie chcieli go już wpuścić z powrotem. I wtedy poszedł przed siebie wymachując sękatym kijem, ale tak, żeby nie zwracać specjalnie na siebie uwagi. A zatem wędrówka w poszukiwaniu korzeni? Nic odkrywczego, ale niech będzie. Czytaj dalej

Południk 19.34

Z Olkusza na południe po południku 19.34 przez zamek Tęczyn, Łączany do Kleczy Górnej, 69 km/21 h/+1054m

Dobry pomysł to połowa sukcesu. Czasem lepiej jest nie ruszyć się nigdzie, niż snuć się w nieokreślonych okolicznościach i tak jakoś bezideowo. To jest dosyć karkołomna filozofia i nie wiem, na jak długo do niej się przywiązałem. W każdym razie, pomysł przemarszu po południku, na którym leży nasze mieszkanie, natchnął mnie optymizmem i wiarą we własny potencjał intelektualny. W wersji rozbudowanej motto trasy brzmi: co-też-ciekawego-leży-na-południku-19-34-oprócz-naszego-mieszkania-(idąc-na-południe). Założenie techniczne: maszerować jak najbliżej południka po najbliższych mu elementach liniowych, przy czym niech to będą raczej drogi i ścieżki niż jakieś chaszcze i zarośnięte przecinki. Wygoda rządzi. Napierać z wolna i ile się da. Gdzieś w tyle głowy pozostała myśl, że jak dobrze pójdzie, to wyląduję na Przełęczy Krowiarki, skąd rzut beretem na Babią. Tak dobrze nie poszło, ale i tak było ciekawie.

Czytaj dalej