Archiwum kategorii: Wolne myśli

Noc Wielkiego Księżyca

Raz na kilkadziesiąt lat Księżyc przechodzi przez perygeum, czyli punkt orbity położony najbliżej Ziemi. Pełnia jest u nas wtedy wyjątkowo spektakularna. Wielki Księżyc pojawił się właśnie w tym roku, w nocy 14 listopada, i wtedy Kefir postanowił od nas odejść. Zmarł około dwudziestej, mniej więcej cztery godziny po tym, jak wielka, srebrna tarcza pojawiła się na niebie. Był z nami właściwie od samego początku. Kiedy na dobre pojawiliśmy się My – pojawił się i On. Przyszedł do nas z północy. O jego przeszłości nic więcej nie wiemy. Nauczyliśmy się przy nim wiele. O nim, o sobie samych i o nas nawzajem. Nie przypominam sobie właściwego żadnego ważnego wydarzenia, na które nie padłby z tej czy z tamtej strony cień jego kłapciatych, naprawdę stanowczo za dużych uszu. Na koniec dał nam jeszcze jedną lekcję. To była zamknięta w jego ostatnim oddechu wielka tajemnica życia i śmierci, wspólna dla wszystkich stworzeń małych i dużych. Zaraz potem wyruszył dalej. Być może uznał, że teraz wiemy już wszystko i możemy sobie już radzić sami. Kto wie, czy nie zmierza na południe. W końcu zawsze podejrzewaliśmy, że jest pierwszym (i jednocześnie ostatnim) przedstawicielem szlachetnego gatunku charcików prowansalskich. A może wraca na północ, tam, skąd kiedyś do nas przyszedł? Magda mówi, że skończyła się pewna epoka. To prawda.

Ugniatanie Obcego

W misce jest Obcy. Żółto-biały, kleisto-maziowaty, z tłustym połyskiem. Ma powtykane pomarańczowe grudki. Pewnie jakieś węzły nerwowe albo porty komunikacyjne. Straszne świństwo. Najpierw pojawiło się na obrzeżach Układu Słonecznego i zeżarło Tezeusza razem z większością jego pokręconej załogi. Potem zainfekowało Ikara, krążącego w termicznym kamuflażu wokół Słońca. Tamci byli bez szans jeszcze zanim zobaczyli gluta, przelewającego się przez próg niedomkniętej grodzi. A pomyśleć, że glut to była tylko taka podpucha, wabik na frajerów z Ziemi. A teraz mam to w misce…

A ja dziada ugniotę. Babę wielkanocną z niego zrobię. Ziemska tradycja kontra kosmiczna inteligencja bez świadomości. I co na to powie Peter Watts? Czuję w sobie moc. To jest moc tysięcznego zastępu gospodyń sprzed wieków. Stoją za mną milczącym murem włościanki z żelaza, szlachcianki ze spiżu i mieszczanki nie wiem dokładnie z czego, ale też twarde. Kobiety, co nie takie rzeczy ugniatały za okupacji ruskiej, germańskiej, szwedzkiej i jakiej tam jeszcze. Gniotę więc, a Magda patrzy na mnie z podziwem, bo gniotę nie tylko skutecznie, ale też z wielką gracją i niezwykłym wdziękiem. A Obcy wymięka. Gniot za gniotem. Każdy by wymiękł. Tak trzeba z nimi rozmawiać. Żadnych tam Przybywamy w pokoju, Witajcie Bracia w Rozumie. My do nich, oni do nas, nieważne. Zagniatać od razu. Ściszony szept pójdzie po całym Kosmosie, żeby uważać, bo tam, na tej Ziemi, to mają taki folklor, że ani Dzień dobry, ani Jak minęła podróż? , w ogóle ani słowa, tylko od razu do michy biorą i w milczeniu zagniatają.

Magia temporalna i misiowa tajemnica

Podobno dla istot żyjących w większej liczbie wymiarów czas może być jak nasze góry i doliny. Mogą wędrować sobie po nim z plecakiem. Wchodzą na górę – przyszłość. Schodzą na dół – przeszłość. Przy czymś takim nasze manipulacje czasem wyglądają co najmniej żałośnie. Całe to kręcenie wskazówkami dwa razy do roku. Trochę do przodu, trochę do tyłu. Urzędowo zadekretowany i na poważnie celebrowany pokaz całkowicie urojonego panowania nad znienawidzonym żywiołem. Pociągi, które za jednym razem zatrzymują się w środku nocy i czekają na czas, a za następnym pozwalają mu uciec, w jednej chwili nabierając godzinnego opóźnienia z niczego. I kogo tak naprawdę powinno się wsadzać do zakładów zamkniętych? Jest w tym wszystkim coś z frazerowskiej magii sympatycznej. Jeśli spluniemy, zacznie padać deszcz. Jeśli pokręcimy wskazówkami na tarczy, czas też się pokręci i przesunie o to, co nazywamy godziną. Magia temporalna. A co na to wszystko czas? Czy ma w ogóle ochotę być tak szturchany? Czy nie dostaje już od tego ataków schizofrenii? Letni – zimowy, letni – zimowy, i tak w kółko. A może sam się przestawia? Może to lubi? To akurat jest do sprawdzenia. Czytaj dalej

Od lewej górnej dwójki do kutra wielorybniczego

Stomatologia i życie – podstawowe problemy i dylematy współczesnego człowieka

W gabinecie stomatologicznym, do którego uczęszczam, stoją dwa fotele, czyli tzw. unity. Na jednym z nich wyrysowane są kolorowe motyle, ozdobione dodatkowo świecącymi szkiełkami. Niestety, moje zęby są rozwiercane na unicie pozbawionym ozdób, co uważam za rażącą niesprawiedliwość. Jakby to przeczuwając, Doktor Z. prześwietliła ostatnio mojego zęba właśnie na fotelu z motylkami. Wnioski były takie, że to, co puchnie, nie puchnie wcale od jedzenia pieczonych ziemniaków. Puchnie mianowicie z powodów dużo poważniejszych i ukrytych znacznie głębiej zarówno w szczęce, jak i w czasie. Gdzieś kiedyś mogłem się uderzyć, mówi Doktor Z., a ja od razu przypominam sobie pewien epizod z liceum, kiedy to dostałem w szczękę od J. Czytaj dalej

Spotkanie

W sobotę umówiliśmy się z Konradem na spotkanie w lesie między Jaroszowcem i Bogucinem. Dwaj miłośnicy leśnych ostępów w dobrze sobie znanym miejscu. Mapy, kompasy, gps-y. Długie lata doświadczenia. Weterani outdooru, co to nieraz w deszczu i błocie… Czytaj dalej