Archiwa tagu: Jura

Marcowy debiut

Marca wypatrywaliśmy w Zagórowej. Wyruszyliśmy na jego spotkanie wczesnym ranem. Po drodze mijaliśmy samotne, szare łaty, strzępki śniegowej sukni. Zima uciekała tędy, potykając się w przydrożnych rowach, zahaczając o smętne badylki i suche ramiona traw. Uciekała co tchu, łamiąc w kałuży lodowy obcas, roniąc żałośnie sopelki łez. Bo czy to nie za wcześnie, już teraz, czy naprawdę? Łkała, sunąc przez pola zimnym podmuchem. Zła bo przecież zaspała trochę, zapatrzona w złoty blask Jesieni. Obudziła się nagle – świat zatrzymał się na chwilę, otulony śnieżnym szalem niemocy. Ona, najmniej kochana, rzadko wyczekiwana, sypała drobinkami gwiazd, malowała na szkle mroźne krajobrazy. I znowu na nic – ludzkość utyskiwała, przeganiała, idź a kysz Lodowa Pani. Chcemy Wiosny, krzyczeli. Ona uparcie trwała, bo to jeszcze nie czas przecież, dajcie mi zostać choć na chwilę. Tymczasem Wiosna usłyszała ludzki szept i zapukała nieśmiało w witraż świata. Weszła cichutko, szanuje bowiem swą siostrę. Tak różne i tak podobne, nie mogą bez siebie istnieć. Bywają gwałtowne, albo trwają zbyt długo, czasem za zimne, innym razem za ciepłe. Dwie Królowe splecione odwiecznym cyklem śmierci i życia. Schyłek i preludium Istnienia – koncert na cztery ręce. Zawsze o czasie – nigdy nie za późno, ani za wcześnie. Dokładnie wtedy, kiedy trzeba1. Czytaj dalej

Jeden dzień w drodze do klasztoru

Olkusz-Krzeszowice-Morawica-Liszki-Tyniec

Trzy piętra w dół, przed blokiem w lewo. Śmietnik, wiadukt, las przeorany blizną przyszłej obwodnicy. Na drugiej górce za Wądołami na środku polnej ścieżki w zamarzniętej trawie błyszczy dorodna, okrągła złotówka. Jest coś takiego, że złotówki odnajdywane na polach są ładniejsze od tych, które dostaje się jako resztę przy kasie w supermarkecie. Ze złotówką w garści idę dalej, próbując uciec ciągnącym się za mną odgłosom Olkusza. Nie udaje się ich zgubić za kolejnymi pagórkami. Miarowy pomruk jakiejś produkcji unosi się uparcie w powietrzu i zapada w uszach męczącym osadem. Głębsze naciąganie czapki nie pomaga. Po mojej lewej i prawej Osiek i Witeradów ścigają się o to, kto dotrze dalej na południe. Witeradów słabnie pierwszy, potyka się o budynek szkoły i na koniec dostaje zapaści w dolinie, gdzie nieruchomieje ostatecznie i definitywnie. Po lewej Osiek tryumfalnie przebiega przez wierzchowinę i dopada do lasu, za którym Gorenice zdrętwiały właśnie ze strachu, bo Osiek dzisiaj jest pełen wigoru i gdyby tylko zechciał, mógłby Gorenice zjeść. Nie widzę finału tej dramatycznej historii, zaczyna się las, w którym odgłosy miasta grzęzną nareszcie pomiędzy nagimi bukami. Czytaj dalej

Noc na Pustyni

Nie ma wspanialszej rzeczy, niż wyruszyć w drogę przed świtem i patrzeć na budzący się wolno dzień. Zmarznięta Pustynia chrzęści i trzeszczy złowrogo pod nogami, jakby to była powierzchnia skutego lodem jeziora. Niebo na wschodzie szarzeje, a potem bardzo powoli ogrzewa się w świetle wschodzącego słońca, nabierając z minuty na minutę coraz więcej blasku i ciepła. Krajobraz dokoła staje się bardziej realny a tajemniczość, która nie dawała mi spokoju przez ostatnie godziny, rozpływa się powoli pośród płatów rzadkiej, porannej mgły. Czytaj dalej

Młyny w Dolinie Dłubni

Dłubnia od Imbramowic do Raciborowic

Ze starą mapą w garści i czapką naciągniętą na uszy szukam młynów w Dolinie Dłubni. Zimne, październikowe słońce wspina się coraz niżej po błękitnym niebie, podczas gdy wiatr z wielką zajadłością zrywa z drzew ostatnie liście. Młyny, pochowane latem wśród nadrzecznej zieleni, teraz nie mają się gdzie ukryć. Imbramowice, Wysocice, Grzegorzewice, Wilczkowice, Młodziejowice. Wszędzie z daleka widać charakterystyczne, pudełkowate kształty. Kiedy je budowano, nikt specjalnie nie myślał o harmonii kształtów i o estetycznych doznaniach młynarza i jego klientów. Żadnych ozdobnych dodatków, czysta funkcjonalność. Jeżeli dziś mają w sobie coś, przez co miło jest na nie patrzeć, to jest to efekt niezamierzony. Dyskretny urok prostej, drewnianej bryły. Z potencjalną niespodzianką w postaci wielkiego koła na jednej ze ścian. Czytaj dalej

Groza sierpniowej nocy

Olkusz-Sąspów-Ojców-Sułoszowa-Olkusz, 55km/+780m

Wędruję przez pola nad Sułoszową. Księżyc, który towarzyszył mi przez całą drogę, teraz zaszył się gdzieś za horyzontem. Nad głową czarne jak atrament sierpniowe niebo, na nim milion mrugających gwiazd, a każda z nich na swoim miejscu, co wprawia mnie w niemałe zadziwienie. Jest trzecia nad ranem. Do pierwszego brzasku jeszcze daleko. W świetle czołówki co rusz błyskają ślepia niezidentyfikowanych stworzeń, które zaraz czmychają na boki, przerywając ciszę nerwowym szuraniem. Daleko przede mną kolejna para takich ślepiów. Osadzone blisko siebie, tuż nad ziemią, pewnie następny kot albo lis. Stukam głośniej kijami i pokrzykuję, ale stworzenie nie reaguje, co mnie lekko dziwi. Zdziwienie szybko przechodzi w niedowierzanie, bo w miarę jak się zbliżam, tajemnicze zwierzę wydaje się rosnąć. Czytaj dalej