Archiwa tagu: Pogórza

Front na Pogórzu Kaczawskim

Leszczyna, Złotoryja i okolice

Do Leszczyny przyjeżdżamy wieczorem. Gospodarze siedzą w ciemności przed domem i podejmują sąsiada, który niedawno odstawił połamaną żonę do szpitala i teraz cierpi z powodu wielkiej samotności. Przyłączamy się. Nad głowami rozgwieżdżone niebo. Dwa piwa wprawiają mnie w wyjątkowo błogi nastrój. Sąsiad opowiada historie o ruskich stacjonujących kiedyś w Legnicy i o tym, skąd i dokąd lecą samoloty, które wysoko nad Leszczyną migają czerwonymi światełkami. Czytaj dalej

Łowcy kapliczek

O polowaniu na kapliczki na Pogórzu Wiśnickim

Polujemy na kapliczki. Polujemy trochę poza sezonem. Na Pogórzu pachnie teraz kolorami i babim latem, które snuje się na tle granatowego, jesiennego nieba. To trochę rozprasza instynkt łowiecki. Chciałoby się raczej odlecieć na cienkich pajęczynach do ciepłych krajów, albo po prostu położyć się na cały dzień na jednej z tych polan pod Rogozową. Za niedługo przecież wszędzie tutaj będzie leżał śnieg. Ale nic z tego. Tropimy. Czytaj dalej

Pół wulkanu w sosie majowym

Złotoryja-Myślibórz-Świerzawa, 56km/+1200m

Lektura Regulaminu nie pozostawiała żadnych wątpliwości. W tym roku będzie trudniej. Trzeba zapomnieć o prostej liniówce i beztroskim napieraniu po oznakowanym szlaku. Może i znajdę czas na podziwianie widoków, ale przede wszystkim trzeba będzie, o zgrozo, myśleć. 15 punktów kontrolnych, zaawansowany orienteering. Pomyślałem o wszystkich porażkach nawigacyjnych mojego życia. O tym, jak rok temu wykonałem pewien radosny skrót przez pokrzywy, kierując się wyłącznie intuicją. Przysiółek Jeżyków nad Chełmcem okazał się wtedy być jednym z tych miejsc, w których hasło Luke, użyj mocy powinno być zastąpione przez Luke, użyj kompasu. A potem Wąwóz Myśliborski, który w przedziwny sposób zaczynał się zupełnie, ale to zupełnie gdzie indziej. No cóż, tam mogłem przynajmniej tłumaczyć się tym, że byłem kompletnie zamroczony szarlotką z punktu żywieniowego. A teraz te 15 punktów. Punktów z całą pewnością przyczajonych, podstępnie schowanych, ukrywających się nie za tymi drzewami, przełażących na inną stronę drogi i śmiejących się złośliwie nie z tego brzegu potoku. Ale zaraz przypomniałem sobie łąki nad Pomocnem i Kondratowem, Ostrzycę wieczorową porą i tajemniczy Grodziec, wiszący posępnie gdzieś nad głową tuż po północy. Nie ma rady, trzeba jechać. Zabiorę więcej batonów i dodatkową parę skarpet. Jeśli już koniecznie chcą szukać mnie po nocy gdzieś pod Legnicą – proszę bardzo, jestem do dyspozycji. Czytaj dalej

Ciche szczęście wśród wulkanów

24 godzinny marsz Szlakiem Wygasłych Wulkanów

99,3km/20h 30min/+1465m

Przejścia na takiej trasie nie mogłem przepuścić. Góry i Pogórze Kaczawskie to jest jedno z tych mitycznych miejsc, do których przez lata podróżowałem wirtualnie, wisząc godzinami nad rozłożoną mapą i układając coraz to bardziej genialne plany. Przyjadę tu, pójdę tędy i dojdę tam. Działała magia ikonek oznaczających tajemnicze miejsca: „dawne górnictwo”, „krzyż pokutny”, „ruiny szubienicy”, „sztolnia”, „WULKAN”. I do tego te wszystkie niezwykłe nazwy. W mojej wyobraźni kraina wypełniała się powoli mnóstwem mniej lub bardziej wydumanych niesamowitości. Potem było Przejście Kotliny Jeleniogórskiej, odcinek kaczawski, pierwsze zapoznanie i od razu poczucie niedosytu. No i teraz, ni stąd, ni zowąd – Wulkany w 24h. W sumie to był najkrótszy proces decyzyjny w dziejach. Po prostu jadę. Będzie fajnie, może nawet jakaś mała erupcja wulkaniczna się przytrafi – kto wie, nie takie rzeczy miały już miejsce na świecie. Czytaj dalej