Archiwa tagu: Suwalszczyzna

Raport zamknięcia

Suwalszczyzna – część 9

Wyjeżdżamy. Za naszymi plecami znikają przydrożne tablice z napisami. Rowele, Rutka, Pobondzie, Gulbieniszki i Prudiszki rozpływają się w październikowej mgle. Miejsca przenoszą się w niebyt, bo przecież nie ma miejsc, w których nas nie ma. Trudno powiedzieć, kiedy tutaj wrócimy i jak będzie wtedy wyglądał ten świat. Rutyna życia na Cisowym Wzgórzu. Poranek, kiedy przez wschodnie okno słońce wpada do pokoju na poddaszu i rozjaśnia radośnie nasz mały świat. Jak uśmiech na początek kolejnego, październikowego dnia. Trzynaście słonecznych, jesiennych poranków, to jest coś. Wsłuchiwanie się w ciszę. A potem akcja, bo trzeba Magdzie zapewnić podstawowe warunki do życia. Rozpalanie w piecyku. Rzut oka na werandę, czy do środka nie ciśnie się kot Kwadrat albo czy Heksa nie czeka z ulubionym tego dnia kamieniem. Piecyk. Fotel. Cisza, w której tylko trzask drewna. Śniadanie, potem rzeczy na drogę. Termos, kanapki, dwa banany, dwa 7-daysy, ruszamy w świat. I popołudnia. Trochę zmarznięci, trochę zmęczeni. Dom wyziębiony. A więc piecyk. Rozkoszne chwile, kiedy w środku powoli robi się ciepło, a na zewnątrz zapada cicha noc. Obiad, radio, książki, kawa. Przesiadywanie. Rozmyślanie. Rozmawianie. Przed snem jeszcze krótki wypad na werandę i rzut oka na rozgwieżdżone niebo. Bilans. Sto dwadzieścia kilometrów przemaszerowanych z Magdą. Mały, bohaterski piechur na suwalskich ścieżkach. Pompon kultowej czapeczki podskakujący w rytm drobnych kroczków wśród lasów i pól smaganych jesiennym wiatrem. Choć bolało i czasem już zupełnie, ale to zupełnie się nie chciało, to mimo wszystko dalej naprzód. Szacunek. I dalej. Trzy przeczytane książki. Dziewięć napisanych tekstów. Jakieś osiemset zdjęć. Udział w Konkursie Wieniawskiego. Przez radio. I tylko w charakterze słuchacza. Na razie. I kilkanaście koszyków wypalonego drewna. Nie mogłem się powstrzymać. Gospodarz zrozumie…

Nazwy i drzewa

Suwalszczyzna – część 8

W tych stronach wędruje się po nazwach. To często jedyna pozostałość po dawnych gospodarzach, którym historia nie dała szansy. Miejsca i nazwy jaćwieskie, litewskie, polskie. To wydaje się oczywiste, z tym właśnie kojarzy się Suwalszczyzna. Mała Litwa cofnęła się na wschód i przycupnęła pod samą granicą, gdzieś między Puńskiem i Sejnami. Jaćwież została zlikwidowana wspólnym wysiłkiem sąsiadów, co wygląda na typowe osiągnięcie ekspansywnego niegdyś chrześcijaństwa. Ale są też miejsca mniej oczywiste, jak Szweda Mogiła i Góra Prusaka w Górach Sudawskich. Brniemy godzinami przez gołe grzbiety, nie wiedzieć dlaczego zawsze pod wiatr, a wokół nas snują się Krzyżacy, Prusacy, Litwini, Jaćwingowie, do tego kilku naszych, niewielu więcej Szwedów. W tle jakieś postaci jeszcze bardziej zagubione, wiatr rzuca nimi między samotnymi głazami, a oni nie mają się gdzie podziać. Po nich nawet nazwy nie zostały. Tożsamość utracona bezpowrotnie. Czytaj dalej

O utrudnieniach w podziwianiu suwalskich krajobrazów

Suwalszczyzna – część 7
Zapis terenowego ataku frustracji


Utrudnienia, na jakie napotyka wędrowiec przemierzający październikowe Pogranicze są natury czysto ludzkiej. Ludność miejscowa w jednym bowiem wydaje się nie różnić od reszty mieszkańców kraju między Bugiem i Odrą. Jest to mianowicie odnajdywanie szczególnego upodobania w zaniedbywaniu. Zaniedbać najlepiej jest pod pozorem, że i tak przyjdą i zabiorą. Tyle razy już przychodzili i zabierali, jak nie Ruscy to Niemcy, jak nie komuna z Moskwy to komuna z Brukseli, więc zaniedbać, żeby się nie cieszyli za bardzo, jak już tu będą. Nasypać im do rowów starych lodówek i telewizorów, zostawić w polu ciężarówkę zużytych pampersów, wrzucić do rzeki trochę plastiku, zabełtać zużytym olejem, niech się zaborcy potem głowią, co z tym zrobić, niech im kością w gardle stanie. Czytaj dalej

Dziewiętnasty kilometr

Suwalszczyzna – część 6

Szukamy naszego miejsca nad Wigrami. Od strony Suwałk nie jest zbyt ciekawie. Mnóstwo śmieciowej zabudowy pod turystę i bogatego mieszczucha. Teraz, gdy wakacyjno-odpustowy wystrój jest zwinięty, wyłazi spod niego brzydota i nijakość. Wzdłuż brzegu galeria porzuconego sprzętu wodnego. Objeżdżamy jezioro zaglądając to tu, to tam w poszukiwaniu czegoś. Nie wiadomo dokładnie, co to ma być, samo musi się nam objawić, jeśli tu jest o tej porze roku. Wigry okazują się być za duże na kameralne zamyślenia. Ale obsiadły je małe, pogubione w lesie jeziora, takie, jak Suchar Wielki, któremu towarzyszy jakiś mniejszy sucharek, położony nieopodal. Jeziora te są wyjątkowe. Tak twierdzą teksty z tablic informacyjnych Wigierskiego Parku Narodowego. W jeziorach rozkłada się jakaś masa organiczna, stąd kolor, specyficzni mieszkańcy pod i nad wodą, nazwa, strefa ochrony ścisłej nie zbaczać ze ścieżki i oczywiście nie ma mowy o kajakowaniu. Czytaj dalej

Nic się nie dzieje w Wodziłkach

Suwalszczyzna – część 5

Wodziłki odwiedzam z duszą, co przysiadła trwożliwie na mym wątłym ramieniu. Boję się zmian, które mogły przetoczyć się przez to miejsce pod moją długą nieobecność. Po tych kilkunastu latach spodziewam się napotkać tutaj jakiś plenerowy wariant cepelii, skansen za pieniądze pozyskane z Unii. Zgrabny automat na wjeździe, po wrzuceniu monety na środek drogi wyskakują starowiercy w ludowych strojach, a z komina bani bucha dym. Tego wszystkiego się obawiam, ale na szczęście niepotrzebnie. Czytaj dalej